Pieczona białkowa owsianka z gruszką, słonecznikiem, twarożkiem, malinami i wiórkami kokosowymi 30B/18T/70W
Wczoraj pierwszy deszcz w Lublinie od ponad miesiąca. Zrobił chyba na mnie takie wrażenie, że w nocy śniło mi się, że Lublin zalała ogromna fala, a ja mało co nie utopiłam się w piwnicy. Ale już się zdążyłam przyzwyczaić to tych dziwacznych snów. Tymczasem celebruję dwa i pół dnia podczas których jestem sama w domu ;) A jednocześnie jest to dla mnie wyzwanie, bo rok temu taki czas miał negatywne skutki, które ciągnęły się i ciągną, może w mniejszym stopniu, za mną do tej pory. Szczęście daje mi
bycie sama ze sobą, raz na jakiś czas. Pewnie dla większości z Was to nic nadzwyczajnego, ale w moim przypadku takie chwile są dość rzadkie, bo rodzice pracowali zawsze tak, że ktoś był zwykle w domu. A ja czasami potrzebuję oddechu od ludzi. Nawet często, ale staram się z tym walczyć. Cóż poradzić, od zawsze byłam zamknięta w sobie, mała dzikuska. Teraz się to trochę zmienia. No i przede wszystkim teraz muszę się nauczyć żeby tego czasu nie marnować na samodestrukcję. To nie jest już to chore pragnienie samotności, spędzone na zadręczaniu się i karaniu samej siebie, na kontroli, na pozwalaniu chorobie hulać. Już nie. Uczę się przebywać ze sobą na nowo, staram się spożytkować ten czas jak najlepiej. Plusem jest też fakt, że szybko taka samotność mi się nudzi i wychodzę do ludzi :)