W wegańskiej współczesności wszystko szybko się zmienia, od posta do posta wychodzą na jaw nowe niespodzianki, dowiaduję się mnóstwa pozytywnych rzeczy, potwierdzających rosnącą popularność idei. Tu ktoś organizuje wegańsko-muzyczny festiwal, tam gdzieś otwiera się warszawska wegańska pizzeria, a pod nosem w Biedronkach pojawiają się w ofercie wegańskie sałatki warzywne (idealne na pożywny lunch poza domem!).
Mój faworyt to sałatka z czerwonej fasoli, ziemniaków i marynowanej dyni. Jadłabym ją często ale wstyd jadać cokolwiek gotowego z taką częstotliwością, kiedy można sobie zrobić coś homemade więc zostawię ją na specjalne okazje.
Druga sałatka - z kaszy gryczanej, kukurydzy, papryki i ogórka z rodzynkami też daje radę i zaskakuje niebanalnym połączeniem. Obie kosztują po 4 zł.
Biedronka staje się chyba moim ulubionym sklepem, najłatwiej tam o awokado, można znaleźć jarmuż, warzywne buliony, tanie mleczka i dużo różnych słodyczy. Gdyby tylko wprowadzili klasyczny regał dla wegetarian byłoby pięknie. Tymczasem cieszmy się tym, co jest - poniżej posiłek z Biedronkowych produktów, który ugotowała dzisiaj siostra: ziemniaki ze szpinakiem, pieczarkami, marchewką, pietruszką, cebulą, papryką, cukinią i kaparami w mleczku kokosowym i limonce, a w tle dojrzewają pomidory.
I ładna owsianka z wczoraj, gotowana na czekoladowym mleku sojowym, doprawiona tahiną, czekoladą smakową, kandyzowaną papają i ciasteczkami.
We wtorek wybrałam się z kolegą na termy do świetnego miasteczka Uniejów, które jeszcze 10 lat temu kojarzyło mi się wyłącznie z obciachową dyskoteką. Warto dawać miejscom drugą szansę.