Święta oznaczają około-wigilijną obsesję na punkcie ryb. Nie znoszę przechodzić obok tych wszystkich punktów sprzedaży żywych karpi i obserwować procesu ich sprzedaży i umierania. Ludzie zwykli tłumaczyć to tradycją, która usprawiedliwia wszystko i zwalnia z obowiązku refleksji. Ja zwykłam nazywać to po prostu coroczną rzezią. To będzie moja siódma wigilia bez karpia i zaręczam, że wstaję od świątecznego stołu bez poczucia krzywdy, w pełni zaspokojona smakowo. A to, że nie wkładam łusek do portfela wcale nie uczyniło mnie biedniejszej. Rozumiem jednak obecność pewnych przyzwyczajeń kulinarnych, o których nie da się zapomnieć więc dzielę się dwoma przepisami, które mogą pomóc w odtworzeniu morskiego smaku na języczku.
Kotlety a'la rybne: (pomysł ze świeżego e-booka Otwartych Klatek)* szklanka ugotowanej kaszy jaglanej,
* 2 arkusze nori,
* sos sojowy jasny,
* sól, pieprz,
* kaszka orkiszowa,
* olej do smażenia,
Nori zalać niewielką ilością wrzątku z dodatkiem sosu sojowego, jak zmięknie drobno pokroić i wymieszać z rozgniecioną kaszą jaglaną i przyprawami (ja potraktowałam wszystko blenderem), jeśli masa będzie zbyt wilgotna można dodać drobnej kaszy, uformować kotlety (można obtoczyć w kaszy) i smażyć na rozgrzanym oleju.
Takie kotlety można podawać z warzywami po grecku imitując tradycyjną potrawę rybną, u mnie wizualnie podobny
bigos z ogórków kiszonych :)
Inną propozycją, którą ostatnio wypróbowałam, są kotlety z zielonego groszku z dodatkiem morskich akcentów. Przepis pochodzi z bloga
I can't believe it's vegan, tylko troszkę dopasowałam. Zniewalają swoim kolorem.
Morskie kotlety z groszku:* paczka groszku mrożonego,
* 2 arkusze nori,
* 1/2 łyżeczki spiruliny,
* cebulka,
* łyżka przyprawy do ryb,
* łyżka musztardy,
* sos sojowy jasny, pieprz,
* kaszka lub mąka do zagęszczenia,
* bułka tarta do panierowania,
Groszek obgotować w słonej wodzie, przestudzić. Zmiksować wszystkie składniki na jednolitą masę, zagęścić niewielką ilością kaszy lub mąki, obtoczyć w bułce i usmażyć na oleju.
I jeszcze śniadanie z czwartku, czyli naleśnik gryczany z pomidorami z kartonika i z serem cheezly, który został mi jeszcze z wegańskich czasów (nie skomentuję jak smakował w porównaniu do normalnego sera...) oraz pasta ze słonecznika i suszonych pomidorów jako kuracja magnezowa bo w ostatnim tygodniu działy się rzeczy wybitnie stresujące i choć umysł lubi wyzwania to ciało cierpi. W styczniu robię sobie wakacje od wszystkiego!