Ten wpis obiecywałam długo, dłużej, najdłużej. I szło mi jak po grudzie, nie ukrywam. A to zdjęcia, a to susza, a to weny brak, a to coś innego. Ale w końcu skończyły się wymówki i trzeba było wziąć się za pisanie. I w ten sposób powstał ten post, opisujący uprawę ziół w ogrodzie, na tarasie i w domu. Uwaga! To nie jest wpis zielarza, botanika czy prawdziwego ogrodnika - to mój wpis, zawierający moje doświadczenia i wskazówki. Z niektórymi rzeczami możecie się nie zgodzi, niektóre porady mogą nie zadziałać. Możliwe też, że Wasz ziołowy ogródek wygląda i smakuje lepiej - w takim razie gratuluję i zazdroszczę oraz czekam na Wasze porady. A teraz do dzieła!
Tutaj zdjęcie pietruszki (to pietruszka na natkę).
To dziwne po prawej to wąż, który się rosi, można podlewać nim grządki nawet w upalne dni.
Doniczka z supermarketu - kupić czy niekoniecznie?
Niekoniecznie. Od razu powiem, że uwielbiam zioła w doniczkach, kupowane w supermarkecie. Doniczkę kolendry jestem w stanie wchłonąć w jeden dzień, doniczka bazylii to jedna porcja pesto i tak dalej. Ale te doniczki średnio sprawdzają się jako początek domowej lub ogrodowej uprawy. Jeśli jednak nie możecie kupić sadzonek na targu lub w sklepie ogrodniczym a siew nasion jakoś Was nie przekonuje, spróbujcie kupić do doniczki natkę, szczypiorek i tymianek. Może też być mięta (nie kupuję, bo nie lubię, nie da się ukryć). Kolendrę (więdnie), bazylię (drewnieje), rozmaryn (schnie) i oregano lepiej wykorzystać od razu. Melisa za to rozrasta się jak głupia w ogrodzie, więc nie krępujcie się, posadźcie jeden krzak, a za jakieś trzy lata będziecie ją wyrywać z całego ogrodu.
Nie da się jednak ukryć, że większość ziół na sadzonki (a nie do wykorzystania w przeciągu dwóch czy trzech dni) najlepiej kupić w miejscu, które sprzedaje SADZONKI.
A tutaj widok na całość grządek - jest ich mało, w tym roku się rozrosną.
Mam tu też (jak widać) pomidory, winogrona, nasturcje, cukinie, ogórki i jagody kamczackie... uff...
Zawartość doniczki, donicy, grządki z ziołami - same trudne decyzje
Tutaj jest tylko jedna ważna zasada - sadzić to, co się lubi. Sadzenie tego, czego się nie lubi, jest bez sensu. Dlatego na moich grządkach nie mam mięty (nic na to nie poradzę!), mam za to dwa rodzaje tymianku, dużo melisy i dwa rodzaje natki (natkę "pietruszkową" i natkę "natkową"). Nie warto też zwykle sadzić rzeczy, których nie uda nam się utrzymać ze względu na brak światła (zioła lubią światło) lub złą glebę (o ile nie możemy zmienić jej parametrów).
Jeśli zaś siejemy zioła, musimy też wziąć pod uwagę to, jak długo zajmie im wykiełkowanie i wzrost. Na przykład natka i kolendra kiełkują powoli, ale natka lepiej znosi obrywanie i wykorzystywanie, dlatego ją sieję. Kolendra za to zostaje zjedzona i już, żadnych nowych liści czy odbijania od korzenia, więc jej nie sieję. Bazylia rośnie świetnie, więc można ją dosiewać wedle woli i jeść na świeżo (uwaga, jeśli pozwolicie, żeby Wasza bazylia zakwitła, to straci delikatny smak!). Tymianek, oregano i rozmaryn (kupione jako sadzonki a nie doniczki w supermarkecie) będą dobrze rosły przez dłuższy czas, mogą nawet zimować w gruncie.
A to miniaturowa uprawa ziół w doniczce -
dobra na zimę lub dla osób, które trochę mniej gotują (lub boją się, że zabiją te biedne rośliny).
Czy wiesz już, czego potrzebujesz?
Teraz odnośnie decyzji "doniczkowej" - najlepiej jest wybrać sporą donicę, którą będziemy mogli trzymać w odpowiednim miejscu (parapet w kuchni - tak, o ile latem lekko osłonimy donicę od słońca, żeby nie poparzyć liści; balkon lub taras - tak, ale zioła mogą nie przezimować). Zostawienie roślin w doniczkach, w których je kupiliśmy, nie wróży za dobrze przyszłości naszych upraw. Zioła potrzebują (tutaj mocno generalizuję) żyznej, przepuszczalnej gleby. I muszą jej mieć całkiem sporo, jeśli mają się rozrosnąć. Pamiętajcie też, że wsadzając zioła do większej donicy (dół można wysypać piaskiem i keramzytem lub żwirem, bo to nie musi być bardzo głęboka donica) dajecie im miejsce do wzrostu, a sobie do siewu tego, co zjecie na bieżąco (na przykład dodatkowej bazylii). Uwaga! Doniczka to nie to samo co osłonka. Osłonka nie ma dziurki (dziurek) w dnie i ryzykujecie, że Wasze rośliny, wsadzone wprost do wypełnionej ziemią osłonki, spleśnieją, jeśli je zalejecie.
Można też przygotować kilka doniczek - w jednej mieć zioła kiełkujące (można wsypać mniej ziemi, a doniczkę przykryć folią, w której robi się kilka dziurek, wtedy siewki nie wyschną), w drugiej zioła do deserów (mięta i melisa), w trzeciej do pizzy (oregano, tymianek, bazylia) i tak dalej. Oczywiście najlepiej jest sadzić zioła o podobnych potrzebach (to zawsze napisane jest na opanowaniu z ziołami, można też zapytać sprzedawcę lub użyć wujka Google'a).
Pamiętajcie, że jeśli wsadzicie zioła do małej doniczki (takiej, jaką pokazuję na zdjęciu), będziecie mogli trochę z nich uszczknąć do gotowania od święta, ale w codziennej kuchni taka uprawa okaże się zbyt skromna. Jeśli jednak gotujecie rzadko, taka doniczka powinna być dobra na początek, szczególnie jeśli macie mało miejsca. Jeśli macie go więcej, zorganizujcie dwie - do drugiej wsadźcie ładny tymianek (dobrze rośnie) i miętę (lub melisę). W wolne miejsce możecie wepchnąć cebulę, która złośliwie wykiełkowała (one to robią!) lub resztkę z pietruszki (jeśli wykorzystaliście korzeń, obetnijcie centymetr od góry, zetnijcie natkę i wsadźcie w ziemię - po jakimś czasie natka powinna zacząć odrastać).
Ale... z czym to się je?
I na koniec najważniejsze - kilka słów o ziołach, które uprawiam i o tym, do czego je wykorzystuję. Oczywiście, jak już powtarzałam sto razy, to ma być Wasz ogródek lub Wasza doniczka, więc sadźcie to, na co sami macie ochotę. Jeśli jednak potrzebujecie inspiracji, może tu ją znajdziecie.
Melisa - melisa ma doskonały cytrynowy posmak i, jeśli macie jej wystarczająco dużo, możecie codziennie fundować sobie dzbanek chłodnej wody z gałązkami melisy. Ja tak robię. Uwaga! Melisa w ogrodzie łatwo się rozsiewa i trudno się pozbyć jej nadmiaru. Jeśli chcemy, żeby zachowała aromat i piękne liście, regularnie przycinamy ją przy ziemi, żeby pędy nie drewniały i nie kwitły (w przypadku melisy z doniczki to zagrożenie jest mniejsze).
Bazylia - bazylia i pomidory to duet stworzony w niebie. Bardzo ładnie wyrasta z nasion, można też siać mieszanki (dostaniemy liście w różnych kształtach, kolorach i o subtelnie różnych aromatach). Najlepiej ją regularnie zjadać i dosiewać, bo listki ze zdrewniałych pędów są ostrzejsze i gorzkawe w smaku, a kiedy roślina zakwitnie, traci sporą część aromatu. Bazylia z doniczki supermarketowej przyjmuje się zwykle średnio. Każda bazylia jest zagrożona przez ślimaki, jeśli tylko w promieniu dwudziestu metrów są jakieś ślimaki.
Oregano - kolejne ziółko "pomidorowe", ale ja tam dodaję oregano do wielu rzeczy (bułeczek ziołowych, warzywnej biopulpy, omletu z ziołami). Rośnie ładnie, a zakwitnięcie aż tak bardzo nie szkodzi mu na smak. Potrzebuje sporo światła i regularnego uszczykiwania lub przycinania dłuższych pędów, żeby ładnie się rozkrzewiało. Świetnie zimuje na grządce.
Tymianek - ma wiele odmian, wśród których znajdziecie takie, które przetrwają zimę. Tak jak i oregano trzeba pamiętać o skracaniu pędów tymianku, żeby się ładnie rozkrzewiał. Niektóre odmiany są bardziej aromatyczne (te o grubszych, twardszych listkach), więc lepiej sprawdzają się w potrawach, które są podgrzewane, inne (te o delikatniejszych listkach) mają też często łagodniejszy aromat i świetnie sprawdzają się na przykład w ziołowych sosach. Posadźcie go, nawet jeśli nie wiecie, jak go wykorzystać. Tymianek ma mnóstwo prześlicznych odmian, naprawdę!

Rozmaryn - rozmaryn zamieni kurczaka z mięsa bezsmakowego w mięso posiadające smak. Rozmaryn sprawi, że pieczywo z ziołami (focaccia na wiek wieków!) stanie się niewypowiedzianie wręcz pyszne. Rozmaryn pozwoli zrobić cudowną hiszpańską potrawkę z fasoli. I na koniec... rozmaryn może (w nadmiarze) zamienić każdą potrawę w mydło. Dlatego też uważajcie, kiedy go dodajecie. I pielęgnujcie go troskliwie, przycinając, żeby ładnie się rozkrzewił. Uwaga! Lepiej ściąć jest czubek pędu rozmarynu niż obrywać listki.
Natka - możemy uzyskać ją z korzenia pietruszki (dobry sposób na wykorzystanie resztek z włoszczyzny, prawda?) lub wysiać pietruszkę naciową (można ją też, oczywiście, posadzić). Pietruszka naciowa jest dość wytrzymała (pamiętam, że bez problemu wygrzebywałam ją spod śniegu), ale nie lubi zbyt nagrzanych miejsc - potrzebuje słońca, ale upał jej szkodzi. Na szczęście, świetnie rośnie w towarzystwie wyższych roślin (na przykład pod krzakiem pomidora).
Szczypiorek - wysiewam go i wysadzam, wsadzam też w ziemię kiełkujące cebule (co się będą marnować). Jednak doniczkową uprawę szczypiorku najlepiej jest zacząć od kupienia ładnej sadzonki. Trzeba pamiętać o tym, że pędy, które zakwitły, zrobią się twarde i stracą aromat, a do tego kwiaty zawsze osłabiają roślinę. Ja jednak często zostawiam te kwiatki, żeby użyć ich do dekoracji (na przykład sałaty) - są jak najbardziej jadalne. Pamiętajcie też, że szczypiorek z dymki będzie inny niż cienki szczypior z sadzonki. Najlepiej mieć oba. Można też siać szczypiorek czosnkowy.
Trybula - roślina o liściach podobnych nieco do natki pietruszki, ma delikatny, lekko cytrynowo-anyżkowy aromat. Idealna do świeżych sosów ziołowych (ugotowana traci aromat) i białych ryb. Niestety, nie zobaczycie jej na żadnym z moich zdjęć, bo zabiła ją susza, kiedy byłam na wakacjach. Ale nic to, bo kupię nową sadzonkę. Uwaga! Trybula nie lubi gorąca, suszy i zbyt słonecznych stanowisk. Ma też długie korzenie, więc nie sadźcie jej w zbyt płytkich doniczkach (najlepiej posadzić ją oddzielnie).
Lubczyk - bez lubczyku ani rusz, lubczyk to naturalny wzmacniacz smaku, zawsze dodaję go do bulionu. Lubczyk jest rośliną wieloletnią, potrafi stworzyć całkiem solidną lubczykową kępę i dlatego najlepiej sadzić go na grządce, ale możecie kupić świeży lubczyk w doniczce, wtedy najlepiej całość ściąć i zamrozić lub wsadzić w sporą donicę balkonowo-tarasową.
Tutaj widać drugą odmianę tymianku, która rośnie w moim ogrodzie.
I już naprawdę na koniec kilka drobnych dziwactw z mojego ogródka
Co roku sadzę andżelikę (czyli angelica lub dzięgiel, lub arcydzięgiel), który może osiągnąć nawet trzy metry wysokości, nadaje się na nalewki (których nie robię) i do smażenia w cukrze (co robię) i dekorowania ciast. Andżelika nie lubi zbyt dużego nasłonecznienia, ale w cieniu często atakują ją ślimaki.
Staram się ponownie wykorzystywać resztki selera naciowego - kiedy zjem już wszystkie duże łodygi, wsadzam w ziemię resztkę selera (tę, która ma najmniejsze, najjaśniejsze liście) i czekam, aż liście podrosną. Jeśli nie zeżrą go ślimaki, mam selerowe liście do aromatyzowania zupy.
Nie sieję koperku i nie sadzę koperku - za szybko go zużywam, muszę też konkurować ze ślimakami. Koperek kupuję w większej ilości w sezonie, myję, siekam, zamrażam. Mam z głowy.
Sadzę zioła wśród innych roślin i sieję do doniczek z innymi roślinami. Nie ma żadnego powodu, dla którego mielibyście tego nie robić. Na balkonie można mieć donicę z natką, bazylią, pomidorami, krzakiem cukinii (cukinia ZAWSZE rośnie jak głupia) i nasturcją na dodatek (nasturcja ma piękne i pyszne kwiaty).
Dosiewam niektóre zioła (bazylię czy szczypiorek), inne staram się uprawiać przez kilka lat (oregano i tymianek), a z niektórych (koperek czy mięta) zupełnie rezygnuję. Nie czuję się z tego powodu winna. Są też zioła, które same ze mnie rezygnują (czosnek niedźwiedzi czy poprzednia andżelika, z której NIC nie zostało) i takie, które mam, ale z nich nie korzystam (lawendy mi żal, a bluszczyk kurdybanek tępię z całych sił, bo rośnie jak chwast).
Ufff, to chyba koniec. Jeśli macie jakiekolwiek pytania czy uwagi, nie krępujcie się i komentujcie.