Już zaczynałam pisać akapit o tym jak oszczędza nas to lato w Londynie ale zanim skończyłam, wyjrzałam za okno, wybyłam do parku i przyrumieniłam ramię, a następnego dnia przeklinałam gorączkę i duchotę w pociągu do Brighton. Tak więc jest upał i będą słoneczne wspomnienia, ale zanim one, wrócę do tego co już było. A było przede wszystkim dużo pracy w pracy i godzinne przerwy w ogrodzie z Americą, piesza wycieczka do Crystal Palace i kilka konsumpcji w okolicy.
Nowe dla języka lokalne browary.
I krótkie chwile relaksu w pubowych ogródkach.
Był chiński take away (choć jedzony na miejscu) z singapurskimi nudlami, sajgonkami i boczniakowym tofu.
Wizyta w greckiej restauracji przy "wegetariańskim talerzu" i cypryjskim piwie.
I jedno z najlepszych jakie jadłam czerwone curry z wietnamskiej.
A z domowych smaków zachował się tylko jeden wesoły obiad. Co wchodziło w jego skład? sałatka z kuskusu, gotowana kukurydza, sosik curry i kotlety:
Kotlety z makaronu:* dowolny ugotowany makaron,
* ser żółty starty,
* 1 jajko,
* oliwki zielone i/lub kapary,
* czosnek granulowany,
* przyprawy/pietruszka/szczypiorek/co tam mamy,
* bułka tarta,
Makaron siekamy dość drobno nożem, tak samo oliwki i zioła, łączymy wszystkie składniki w misce, ręką sprawdzamy konsystencję i jeśli jest zbyt mokra wsypujemy trochę bułki, uformowane kotlety również obtaczamy delikatnie w bułce i smażymy na rozgrzanym oleju.
:)