Przygotowując każdy wpis regionalny,
staram się zgłębić jak najwięcej wiadomości,
skąd dana potrawa nie tylko pochodzi,
ale także jak rozumieć vel przetłumaczyć jej nazwę.
Gdy trafiłam na juszkę, miałam dylemat,
czy nazwa pochodzi od rzeki, juchy ( krwi)
czy też ma jakieś sąsiedzkie przełożenie ?
Zupa była popularna we wschodniej części Jury,
a więc rzeka raczej odpada, krew z racji na kolor też.
Więc została wschodnia ściana i sąsiedzi, a tam Ukraina,
gdzie juszka (юшка) i barszcz ukraiński to dwie najpopularniejsze potrawy.
Idąc tym tropem, tłumacząc z ich na nasze,
juszka to nic innego jak zupa.
Zupa jak przystało na biedne i zapracowane regiony,
prosta, szybka w przygotowaniu i tania.
Tak samo jak poprzednie potrawy, z tego cyklu, robiona z tego
co gospodyni miała w zasięgu ręki, a raczej wzroku czyli....
w domu, ogródku lub na polu.
Kuchnia Śląska zawiera taki przepis:
Przygotowanie:
Do wywaru lub do wody wrzucić obraną, umytą i pokrojoną włoszczyznę oraz sparzoną i wypłukaną kaszę. Zupę gotować, aż kasza będzie na wpół miękka. Wtedy dodać ziemniaki − obrane, umyte i pokrojone w kostkę. Cebulę opiec na blasze i dodać do zupy. Na koniec dodać zieleninę do smaku.
I już wszystko jasne, ta juszka to nic innego jak nasz krupnik.
Na którym wielu z nas wyrosło i wspomina mniej lub bardziej przyjemnie.
Ja akurat lubiłam i lubię do dziś, pamiętam ten smak przypalonej cebuli,
która była obowiązkowa jak w rosole.
Mam dwa swoje nawyki które w tym przypadku stosuję.
Jest to suszony grzybek i już na talerz kleks gęstej śmietany.
Wiele osób prosi o postne dania, takie na czas przedświąteczny.
Ta zupa, na pewno pasuje do obecnej pory, każdy ją
może do siebie dopasować indywidualnie i
wedle własnych potrzeb komponować.
Smacznego