W trakcie poszukiwania inspiracji i pomysłu na obiad, przed moimi oczami przeleciała nazwa PROZIAKI, które okazały się być bieszczadzkim pieczywem. Moja głowa jeszcze nie do końca wróciła na Pomorze z Bieszczad, dlatego postanowiłem się bliżej przyjrzeć recepturze przygotowania tego pieczywa. Nazwa, nie wiedzieć dlaczego, pierwsze myśli kieruje do prozaku, który jak wiadomo kojarzy się ze szczęściem. Założyłem więc, że takie skojarzenie musi mieć poparcie w naturze i wczoraj w godzinach popołudniowych postanowiłem poznać smak proziaków. Dla tych, którzy nadal nie wiedzą czym one są, wykonam moją ulubioną czynność, jaką jest kopiowanie mądrego tekstu z wikipedii :
"Proziaki, chleb sodowy - placki mączne z dodatkiem "prozy" (sody oczyszczonej) pochodzące z Podkarpacia, znane też w innych częściach Polski. Składają się z mąki pszennej lub pszenno-żytniej, jajek, kwaśnej śmietany, wody, soli i najwyżej 1 łyżeczki sody oczyszczonej, pieczone na blasze przy tradycyjnych kuchniach kaflowych opalanych drewnem. Ich kształt może być okrągły (średnica około 6-10 cm) lub czworokątny. Obecnie, ze względu na zanik kuchni z blatem stalowym, piecze się je najczęściej na patelni z odrobiną tłuszczu lub smalcu (jak przy smażeniu naleśników). Mogą też być wyrabiane na słodko, gdy do ciasta doda się cukru."
PROZIAKI:
- 500 g mąki pszennej,
- 500 ml jogurtu sojowego,
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej,
- 1/2 łyżeczki soli,
- 1 łyżeczka kminku (opcjonalnie ).
- Zasada przygotowania jest bardzo prosta. Zaczynamy od wymieszania wszystkich składników suchych, po czym dodajemy jogurt i ugniatamy do uzyskania elastycznego ciasta.
- Ciasto odstawiamy na ok 20 minut, po czym wałkujemy na stolnicy podsypanej mąką, na grubość ok 1 cm i wycinamy krążki o średnicy ok 6-10 cm.
- Pieczemy ( smażymy ) na suchej patelni po ok. 5 minut z każdej strony na małym ogniu.
Wiadomo, że samą bułą człowiek się nie naje, więc dokonaliśmy w dniu wczorajszym fuzji umiejętności kulinarnych z Madzią. W czasie gdy ja się zajmowałem bułeczkami, Kierowniczka Zaplecza Kuchennego ogarniała młodą kapustę z tempehem wędzonym. aby nie przedłużać Waszej gehenny, napiszę w tym poście jak w szybki i prosty sposób przygotować taki rarytas :)
- 2 główki młodej kapusty,
- ok 3-4 szklanek wody ( kapusta nie może pływać ma w niej bulgotać, w razie potrzeby dolewać ),
- 1 cebula,
- 2-3 łyżki octu jabłkowego,
- 2-3 łyżeczki cukru,
- 2 łyżki mąki do zasmażki,
- olej,
- pęczek koperku
- sól, pieprz,
- ok 2 płaskich łyżeczek papryki ostrej,
- 1 kostka wędzonego tempehu.
- Kapustę umyć, poszatkować, włożyć do garnka i zalać wrzątkiem. Wrzątek po chwili odlać (czynność ta eliminuje goryczkę z kapusty). Zalać kapustę ponownie wodą i zacząć gotować na małym ogniu.
- Cebulę pokroić w kostkę, przesmażyć, dodać do kapusty i gotować do miękkości kapusty.
- Dodać pokrojony w drobno koperek, ocet jabłkowy, sól, pieprz i paprykę ostrą oraz pokrojony w kostkę tempeh.
- Przygotować zasmażkę z mąki i dodać ją do kapusty.
Z czystym sumieniem mogę przyznać, że jestem fanatykiem młodej kapusty w takim wydaniu i do granic możliwości będę wykorzystywał ten okres by się nią zajadać. Proziaki są kolejnym odkryciem, które może uratować nas z opresji gdy nagle się okaże, że nie mamy pieczywa w domu. Mam już pewną wizję tuningową odnośnie tych bułeczek, ale o tym opowiem za jakiś czas. Tymczasem życzę Wam smacznego i zachęcam do aktywności w kuchni. Gotowanie nie boli !!! ( no chyba, że się polejecie wrzątkiem ). Dzień dobry ! ;)