Testowania tofu ciąg dalszy. Dzisiaj biorę na tapetę BIO tofu wędzone od Polsoi.
Pewnie już się kiedyś z tym uzewnętrzniałam- uwielbiam zwykłe wędzone tofu tej firmy. Ma mocny smak wędzonki i idealną konsystencję. Potrafię wyjeść całą kostkę prosto z opakowania bez niczego.
Tutaj sprawa ma się nieco inaczej.
BIO tofu wędzone jest dużo bardziej... naturalne i neutralne. Skład pozbawiony jest soli czy dymu wędzarniczego. Dostajemy tofu o aksamitnej konsystencji, ale prawie bez smaku. Czuć jedynie delikatny aromat i posmak wędzonki, będący zapewne wynikiem naturalnego procesu wędzenia.
Jest to jednocześnie wada i zaleta. Znowu miałam nadzieję na bardziej "gotowy" do spożycia produkt, tymczasem jesteśmy w posiadaniu bazy pod dalsze kulinarne przedsięwzięcia.
Wędzony smak, tak jak w przypadku poprzedniego tofu, można wzmocnić obróbką termiczną, ale na zimno też daje radę- np. w poniższej paście czy w sałatce po zamarynowaniu.
Duży plus za konsystencję. Delikatniejszy smak tego tofu sprawdza się w takich daniach, jak np. tofucznica, gdzie nie chcemy, aby wędzonka szczególnie dominowała.
Koniec końców mogę polecić.
Przejdźmy do pasty.
Makrela z wędzonego tofu nie jest moim autorskim pomysłem- podobny przepis już dawno widziałam na niezawodnej Puszce i obiecałam sobie, że kiedyś go zrealizuję. Zmieniłam nieco dodatki i sama ustaliłam proporcje. Pasta wyszła tak pyszna i tak rybna, że nie mogłam wyjść z zaskoczenia.
Można by było nawet kogoś nią oszukać!
Jeżeli brakuje Wam smaku ryb, to ta pasta jest dla Was. Jeżeli nie, to i tak ją zróbcie, bo jest cudowna! U mnie na pewno zagości jeszcze nie raz. Już myślę nad tym, żeby nakarmić nią rodziców przy najbliższej okazji...
Składniki
- kostka BIO tofu wędzonego Polsoi (200g; inne tofu, które się tu nadadzą to zwykłe wędzone Polsoi lub Sunfood)
- 2 czubate łyżeczki koncentratu pomidorowego
- łyżka ciemnego sosu sojowego (w wersji bezglutenowej nieco więcej tamari)
- malutki ząbek czosnku
- szczypta ostrej papryki
- wędzona słodka papryka
- sól
- 2 łyżki soku z cytryny
- olej lniany lub oliwa, ok 3-4 łyżek (u mnie łyżka lnianego i jakieś 2-3 łyżki oliwy; polecam użyć samego oleju lnianego, nadaje intensywnie rybny posmak)
- 1/4 szklanki zimnej wody
- 1 cebula dymka (razem ze szczypiorkiem)
Do pojemnika blendera wrzucamy pokruszone wędzone tofu, koncentrat, sos sojowy, posiekany czosnek, ostrą i wędzoną paprykę, odrobinę soli i sok z cytryny. Miksujemy na gładko. Dolewamy olej lniany i oliwę, miksujemy dalej. Podlewamy stopniowo wodę. Konsystencja powinna być gładka.
Siekamy drobno dymkę i dodajemy do pasty, mieszamy.
Podajemy z warzywami pociętymi w słupki lub z pieczywem.
Smacznego!