 |
| Z tej strony na selfie widać napis RUN z drugiej jest jeszcze HAPPY - zdjęcie zrobione na oblodzonych, falenickich wydmach |
„Dwa lata temu pobiegłam Marriott”, czyli przekładając z towerruninngowego żargonu – wbiegłam po schodach 42 piętra i pojechałam się umyć do domu bo za chwilę miałam samolot, inni w tym super szybko biegająca Róża chodzili przez 24 godziny w górę po schodach i zjeżdżali windą by.... czynność powtórzyć.
MER czyli Marriott Everest Run to ciekawe wyzwanie, coś dla pasjonatów:
a) chodzenia/biegania po schodach
b) tych co chcą sprawdzić wytrzymałość swojego organizmu
c) uwielbiających wyzwania i zakłady – co ja nie wejdę?!
Na konferencji prasowej dowiedziałam się, że ta edycja jest specjalna bo równolegle z MER wystartowała kampania społeczna „Nasz Everest” – dotycząca choroby Pompego, która osłabia mięśnie (głównie oddechowe i nóg) i czyni każdy krok trudnym, takim jak te dzielące himalaistów i biegaczy od szczytu Everestu...
Od 9 rano mój znajomy Mariusz dzielnie wchodzi i zjeżdża, wchodzi i zjeżdża... Zrobił to już 54 razy (stan na godzinę 20.40), do rekordu brakuje mu jeszcze 50 wejść….trzymam kciuki, żeby mu się udało! Samo wejście tyle razy jest już ogromnym sukcesem, a tu jeszcze cała noc i poranek na dokończenie wyzwania….
 |
| Inaguracja kampani "Nasz Everest" fot. D.Szymborska |
 |
| Bardzo eleganckie miejsce na depozyt w Hotelu Marriott fot. D.Szymborska |
 |
| Pakiet startowy fot. D.Szymborska |
 |
| Przerwa w chodzeniu po schodach fot. D.Szymborska |
 |
| START! fot. D.Szymborska |
Ogromnie podoba mi się idea tych zawodów – można wejść raz, wspiąć się pięć razy albo rywalizować ze sobą i innymi do samego końca….w tym roku są medale….wpisowe w całości wspiera działalność Fundacji Wsparcia Ratownictwa RK, czyli można wydać 100 złotych i spędzić niezapomniane 24 godziny. W pakiecie piwo (bezalkoholowe), buff, ręcznik, chip i ulotki, do tego przemili wolontariusze obsługujący depozyt, miejsce startu, windę….szerpów wielu a atmosfera naprawdę świetna!
W tym roku byłam tylko kibicką, swój trening zrobiłam na wydmach w Falenicy, dobrze, że miałam nakładki na buty (chyba trzeba znowu o nich napisać, bo mi zęby ratowały!) to udało się pobiegać bez wywrotek.
Trzymam kciuki za wszystkich wchodzących na Marriottowy Everest!
 |
| A to szare na ścieżce to lód po którym spływała woda...fot. D.Szymborska |