O dziwo nie jest to przepis na makaron z keczupem, nie musicie się tego obawiać. To makaron, który można zrobić, kiedy człowiek czuje się kryzysowo. Każdy ma takie chwile i słyszałam, że są tacy, którym nie pomaga na to jedzenie. Nie zrozumcie mnie źle - jedzenie nie pomaga ZAMIAST rozwiązywania problemu. Ale jeśli zrobiliśmy wszystko, co się dało, i nadal jest źle... to może warto zjeść porcję makaronu? Dalej będzie źle, ale przynajmniej zjemy coś dobrego.
Uwaga! Przygotowanie tego dania nie jest stresogenne. Trudno coś tu zepsuć. Serio. Nawet jeśli wydaje się, że to jakiś wyścig i liczy się czas. Nie. Liczy się tylko to, żeby dodać gorący makaron do gorącego sosu.
Składniki
makaron kokardki - porcja jednoosobowa (u mnie: biorę garść... potem drugą... i trzecią...)
duża łyżka masła
2 duże łyżki gęstej śmietany do zupy (lub kremówki)
3 czubate łyżki tartego sera mozzarella (ja kupuję go w Lidlu*)
solidna łyżka posiekanej natki pietruszki
sól, pieprz, gałka, pieprz cayenne
* Tarta mozzarella z Lidla jest posypana mąką kukurydzianą, dzięki czemu się nie skleja. Ma to też jeszcze jedną zaletę - jeśli nasza śmietana jest rzadka, mąka i tak zagęści sos. I to jest jedyna sytuacja, kiedy nie używam mozzarelli "w kulce".
Przygotowanie
W dużym garnku grzejemy wodę. Kiedy zacznie wrzeć, solimy i wrzucamy makaron. Od tej chwili mamy 11 minut.
Jeśli makaron gotuje się już 5 minut, bierzemy się za sos. W garnku z teflonową powłoką roztapiamy masło. Kiedy się stopi, zdejmujemy z ognia i dodajemy śmietanę. Mieszamy energicznie (nie używać metalowej łyżki, bo porysujecie teflon!). Dodajemy solidną, solidną szczyptę pieprzu cayenne, małą szczyptę soli, znowu mieszamy, wsypujemy ser i stawiamy na ogniu. Mieszamy cały czas. Kiedy ser się rozpuści, zdejmujemy garnek z sosem z ognia.
Siekamy natkę pietruszki. Powinniśmy być koło dziesiątej minuty, więc możemy spróbować, czy makaron jest ugotowany al dente. Jeśli jest, to działamy żwawo. Makaron trzeba przecedzić (zamorduję każdego, kto spróbuje przelać go zimną wodą!) i zostawić na pół minuty. W tym czasie natkę wrzucamy do sosu, sos stawiamy na małym ogniu. Makaron przez chwilę odparował, więc wrzucamy go do garnka z sosem. Mieszamy starannie i (nie przestając mieszać) podgrzewamy jeszcze przez jakąś minutę.
Danie wrzucamy na podgrzany (czyli zalany na chwilę wrzątkiem, a potem osuszony) lub nie (dla leniwych) talerz, posypujemy świeżo zmielonym czarnym pieprzem i zjadamy.
Tak, zrobiłam to zdjęcie, kiedy siedziałam w łóżku, a talerz miałam na kolanach. Nie wstydzę się tego! Każdy czasem potrzebuje zjeść coś w łóżku, naprawdę.