Przyznaję, że nie jestem weganką tylko z powodu słabości własnego charakteru. Staram się za to ograniczać produkty pochodzenia zwierzęcego do naprawdę absolutnego minimum. Wydatnie pomagają mi w tym comiesięczne publikacje dla magazynu Vege - dzięki nim, a także fundacji Wiemy co jemy ćwiczę wegańskie wypieki. Oczywiście robię to także dla siebie i moich miłych czytelników ;-) którym takie przepisy przydają się nie tylko ze względu na przekonania, ale także ze względu na rozmaite diety czy alergie.
Te muffinki to absolutny hit, rzadko kiedy udają mi się tak dobre babeczki jako takie, nie mówiąc już o wersji wegańskiej. Są pyszne, bogate w smaku, wilgotne, a przy tym zdrowe. Idealne na początek dnia albo na podwieczorek - można je także bez wyrzutów sumienia podać dzieciom :) Wymagają tylko kilku niewymyślnych składników, więc mam nadzieję, że się skusicie na ich przygotowanie!
Na 12 sztuk:
- 1 1/2 szklanki razowej mąki orkiszowej
- 1 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 1 szklanka suszonych, niesiarkowanych daktyli
- 1 duże jabłko
- 2 łyżki siemienia lnianego
Daktyle zalewamy 2 szklankami wody. Gotujemy do miękkości bez przykrycia, około kwadransa.
Siemię lniane zalewamy 1/2 szklanki wody, gotujemy kwadrans bez przykrycia.
Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni, przygotowujemy formę lub foremki na babeczki.
Do daktyli (razem z wodą) dodajemy pokrojone jabłko (kwestię obrania pozostawiam Waszemu wyborowi :)), miksujemy wszystko żyrafą na gładki mus.
Mąkę mieszamy z sodą, wlewamy mus z owoców i ugotowane siemię (gluta ;-), wszystko mieszamy łyżką aż się połączy i nie będzie grudek suchej mąki.
Nakładamy do 3.4 wysokości wgłębień formy.
Pieczemy 20 minut, do suchego patyczka. Wyjmujemy po lekkim przestudzeniu. I już, gotowe! Polecam :)