Lato ostatnio niezbyt ciepłe, więc można sobie pyknąć ;-) taką zupkę bez obaw o nadmierne rozgrzanie. Bardzo lubię buraki, co często podkreślam, a w tym roku mam na dodatek prawdziwą klęskę urodzaju botwinki - aż nie mogę uwierzyć, że na tak małym skrawku ziemi urosło jej aż tyle! Ciągle brakuje mi pomysłów jak ją wykorzystać, więc jak jakieś macie koniecznie się podzielcie, albo w komentarzach albo mailowo - zielenina_blog@o2.pl
Nasze warzywa korzeniowe jak mało które kochają się z aromatycznymi indyjskimi przyprawami. Ciągle szukam czasu, aby wreszcie zrobić własną mieszankę curry, ale jako że do tej pory się nie znalazł ;-) korzystam z gotowych past curry. Można spokojnie znaleźć takie o całkiem dobrym składzie bez polepszaczy i innych świństewek. Do tego kremu dodałam dość ostrej, żółtej pasty, musicie dobrać jej ilość pod własny gust, dla mnie 2 łyżki na 2 litry zupy daje idealny efekt, gdy zupa jest pikantna, ale nie wypala kubków smakowych. Pamiętajcie też, aby dokładnie wypłukać liście botwiny (ziemia chrzęszcząca między zębami to moja zmora!) - ja nalewam sporą miskę wody, zamaczam liście, zmieniam wodę i płuczę ponownie.
Krem z botwinki z curry i kokosem:
na 6-8 porcji zupy (ok. 2 l)
- 1 pęczek botwiny
- 1 cebula
- 2 ziemniaki
- 1 puszka mleka kokosowego, pojemność 400 ml
- 4 szklanki bulionu warzywnego
- 1-2 łyżki żółtej pasty curry
- 2 ząbki czosnku
- 1 łyżeczka soli
- 1 łyżka oleju kokosowego, nierafinowanego
- kilka łyżek wiórków kokosowych, do dekoracji
Botwinę dokładnie myjemy. Buraki i ziemniaki obieramy, kroimy w kostkę, łodygi i liście kroimy na kawałki. Cebulę siekamy, czosnek trzemy na tarce.
W sporym garnku rozgrzewamy olej, szklimy cebulę razem z pastą curry aż uwolni aromat. Dodajemy buraki i ziemniaki oraz łodygi botwiny, przesmażamy chwilę. Wlewamy mleko kokosowe i bulion. Gotujemy aż składniki zmiękną, około kwadransa. Dodajemy liście botwiny i czosnek, gotujemy jeszcze ok. 5 minut. Solimy, miksujemy na gładki krem. Podajemy posypany uprażonymi na suchej patelni wiórkami kokosowymi.