Nigdy nie lubiłam kopytek, jakoś nie przemawiały do mnie wielkie gumowate kluchy polane ciężkim mięsnym sosem. Takie danie to zdecydowanie nie moja bajka. Jednak gdy mąż zamówił sobie w restauracji dyniowe gnochi, podane w bardzo ciekawy sposób, nie mogłam się oprzeć i skubnęłam mu parę z talerza. Okazało się, że jednak lubię kopytka. Jak zwykle, każde danie może być dobre, pod warunkiem, że zabierze się za nie zdolny kucharz.
Pomysł na kopytka z jarmużem znalazłam w tamtym roku u
Mątewki. Jednak zamiast robić kopytka, smażyłam masę ziemniaczano-jarmużową w formie kotlecików (polecam!). A ponieważ często przygotowywałam pesto jarmużowe, zaczęłam je dodawać do kotletów zamiast samego jarmużu. W tym roku pierwszy raz w życiu zrobiłam kopytka. W takiej wersji nawet ja je polubiłam.
JARMUŻOWE KOPYTKA
- 500 g mączystych ziemniaków, ugotowanych i przeciśniętych przez praskę
- 200 g pesto z jarmużu (przepis tutaj)
- 1 jajko
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- ok. 2 łyżki mąki pszennej
Łączymy wszystkie składniki i wyrabiamy je na gładką masę. Jeśli ciasto jest zbyt lepkie, aby dało się formować z niego kopytka, dodajmy więcej mąki pszennej. Tak jak w przypadku każdych innych kopytek, im mniej mąki w cieście, tym kopytka będą delikatniejsze w smaku. Mąkę dodajemy więc oszczędnie - gdy tylko ciasto będzie w miarę zwarte, przestajemy ją dodawać. Z ciasta formujemy wałeczki, a następnie tniemy je na małe kawałki - w moim wykonaniu kopytka są zdecydowanie mniejsze od tych tradycyjnych. W dużym garnku zagotowujemy wodę, zmniejszamy gaz i wrzucamy kopytka. Gotujemy je ok. 3 minut. Odcedzamy, przekładamy do miski i polewamy nieweilka ilością oliwy. Podajemy z karczochami (u mnie ze słoika), pomidorkami koktajlowymi, grubo siekanymi prażonymi migdałami i natką pietruszki. Ja dodałam jeszcze rewelacyjne smażone liście kalarepy.