Jedzenie i gotowanie to dla mnie temat niewyczerpywalny i choć staram się nie zanudzać nim innych i kontrolować proporcje tego i innych wątków w rozmowie to kiedy jestem już sama ze sobą, poświęcam na czytanie o jedzeniu spory kawałek czasu. Niestety albo na szczęście, kulinarne hobby, poza eksperymentowaniem w czasie rzeczywistym, wymaga też ciągłego doszkalania i eksplorowania. Nie da się zrobić w trzy lata mistrza i być już sobie mistrzem. Cooking seems to be a never ending story.
Brakuje na tym blogu i w moim pseudo notesie kulinarnym takich przepisów, które mogłyby pełnić funkcję pokazową albo zaspokoić i nakarmić wygłodniałych gości, takich, które można przygotować za dnia a potem odgrzać i podać w dowolnym momencie a jednocześnie mających ładną, dopasowaną do uniwersalnych gustów, formę. Przykładem tego o co mi chodzi niechaj będą indyjskie meatballsy z tofu, które w ciemno przyrządzałam na przyjazd chłopaka. Przepis cytuję z bloga
Kasza Prodżekt ale ja zrobiłam więcej i większe.
Malai kofta - wegańskie kofty z tofu (dla 2 osób albo na 10 koft wielkości orzecha włoskiego)180 g tofu dobrze odciśniętego w ręczniku papierowymmąka z ciecierzycy, dałam mniej więcej półtorej łyżkigarść rodzynek1 łyżeczka mieszanki przypraw curry0,5 łyżeczki mielonej ostrej paprykigarść posiekanej natki pietruszkisól i pieprzolej do głębokiego smażenia, na przykład rzepakowy albo arachidowyna sos:2 łyżki oleju2 drobno posiekane cebule2 ząbki czosnku starte na tarcekawałek startego na tarce imbirukawałek posiekanego chilisłoiczek (200 g) koncentratu pomidorowego1,5 łyżeczki garam masala1/2 łyżeczki kurkumy1/2 łyżeczki nasion kolendry (więcej kuminu)około 300 ml bulionu wegetariańskiegosól, cukier i pieprz do smakudodałam też łyżkę masła i jogurt
Tofu rozgnieść w miseczce widelcem na bardzo gładką masę, dodać mąkę z ciecierzycy, curry, paprykę, natkę, sól i pieprz. Bardzo dokładnie wymieszać. Masa powinna być dość sucha, w razie potrzeby należy dodać więcej mąki z ciecierzycy; gdyby zaś była zbyt sucha - wody. Z masy lepić kuleczki wielkości orzecha włoskiego, wkładając do każdej 1-2 rodzynki. Rozgrzać olej i smażyć kofty, aż staną się złote. W trakcie smażenia zagotować wodę, wlać do miseczki o pojemności około 300 ml , dodać 0,5 łyżeczki soli. Kofty prosto z patelni przekładać do miseczki z gorącą wodą i trzymać w niej do chwili, w której zostaną przełożone do sosu.
W rondelku zeszklić na podgrzanym oleju cebulę, dodać czosnek, imbir i posiekane chili, smażyć dalej przez 2 minuty. Wsypać przyprawy, smażyć, aż zaczną pachnieć. Dodać koncentrat pomidorowy i bulion. Doprawić do smaku, gotować 5 minut. Do rondelka z sosem przełożyć kofty i gotować na niewielkim ogniu przez kilka minut .
Wspólne śniadanie (stare jak świat) - bułka z jajkiem i grzana parówka :)
A z bardziej wyszukanym śniadań - quesadilla gryczana z serem, salami sojowym, suszonymi pomidorami i oliwkami z sałatką z papryki i kiełków. Mam szczęście, bo mój chłopak lubi warzywną kuchnię a co wspanialsze, świadomie ogranicza spożywanie mięsa i przez dziewięć dni naszego przebywania razem nie sięgnął po nie, chociaż starałam się nie wywierać w tej sferze żadnego wpływu
A potem szamaliśmy muszle z sosem szpinakowym, który przygotował :)
Poza tym robi się dość nieobliczalnie. Wygląda na to, że za jakiś czas wyjadę do Londynu. Jest już wola i plan, brakuje tylko organizacji, bo to raczej skomplikowana misja. Być może będę musiała pojechać tam razem z kotem więc jeśli ktoś z was ma doświadczenie w podróżowaniu ze zwierzętami i ogarnia praktyczne wymogi tematu to będę wdzięczna za każdą informację :)