
Rozpoczął się nowy rok szkolny, więc wracam do tradycji i co niedzielę piekę na cały tydzień dla Niny ciasteczka na drugie śniadanie do szkoły (obiecuję, że przepisy będą w publikowane w niedzielę). Oczywiście, to nie są zwykłe ciasteczka, tylko na tyle zdrowe na ile to jest możliwe, aby taki wynalazek zjadł dzieciak, zresztą, ja też je zabieram do pracy. Wspominałam prawdopodobnie, że jak co roku moja aronia obrodziła, a w tym roku oprócz standardowego dżemu i soku ususzyłam aronię, i taką suszoną stosuję zamiennie z rodzynkami. O właściwościach chyba się nie ma co zanadto rozpisywać, ale z aronią to jest jak w porzekadle „cudze chwalicie, swego nie znacie”, bo jest to superfood, który ma więcej składników odżywczych niż jagody goi, no ale jest fala na snobowanie z taki wynalazkami. Uwierzcie mi, nikt absolutnie nikt nie chciał ode mnie aronii, mimo tego, że za darmo chciałam rozdać, więc to czego nie dałam rady przerobić wdzięcznie wisi na krzaku i będzie karmą dla ptaków 