
Początek roku to inwentaryzacje. Zrobiłam porządek w szafie i w spiżarni. Po wyprzedażach muszę trochę ograniczyć wydatki, aby zamknąć się w domowym budżecie, więc postanowiłam do końca miesiąca wykorzystywać to co mam. Mam niezliczone ilości i rodzaje kasz, mąk, nasion strączkowych, kilka kilogramów czosnku, marchwi, byczą dynię i słoiki (wiadomo, ze wsi jestem) z jabłkami, brzoskwiniami, aronią itd. Zimą na rozgrzewkę nadają się zupy, a że w kieszeni mi ubyło, a dupsko po świętach urosło to przy okazji podziałają odciążająco na obie 