Na długi czas zapomniałam jak to jest mieć swoją ciszę, swój rytm. Coś drażniło tam, nie mogłam zbyt wiele zrealizować tu i tam. Nie rozpoznałam przyczyn, ufając że samemu jest ciężko. Nie jest! Jeśli ktoś tęskni i czeka, jeśli tęsknie i czekam - nie jest - jeśli jest dziecko, a w domu jest ciepło. Nie jest.
Chociaż w sercu coś skamle leciutko.
We wspólnej codzienności przywoływać ciszę. Proste, automatyczne, lecz nieuświadomione ginie. Znika lekarstwo. Czasem potrzeba uczestniczyć, czasem skierować się do wewnątrz. Wziąć książkę, zapalić świeczki, pogrzebać w ziemi, śpiewać, poprzestawiać meble, leżeć, pooglądać tv, pomilczeć (!), zrobić jednoosobową sałatkę tylko dla siebie itp. Lista jest długa, dla każdego coś miłego. Pojęłam, że wcale nie tonuje eksploracja internetu, od niej też trzeba się leczyć ciszą.
Po mocnym wygięciu w tył dobrze jest zrobić skłon.
Moja pięciomiesięczna córeczka pałaszuje dynię ze smakiem. Z myślą o niej pomroziłam sporo puree z dyni, a dziś przyrządzałam ostatnie ze świeżych ogrodowych słońc.
Puree z dyni dla niemowląt (+4m)
Dynię myje, przekrawam na pół, wydrążam. Kroje na mniejsze części i obieram ze skórki. Gotuję na parze do momentu kiedy dynia będzie na tyle miękka aby można ją było rozetrzeć widelcem. Robię małą porcję, którą rozrzedzam wodą, do bardziej odpowiedniej dla maluszka konsystencji. Dodaję pół łyżeczki dobrego masła lub ekologicznego oleju lnianego.
Sałatka z dynią bez przypraw
Odkładam kilka kawałków dyni dla siebie. Czekam aż przestygną, a następnie delikatnie mieszam z porwaną sałatą lodową i pokrojonym w ćwiartki (ostatnim pachnącym i smacznym) pomidorem. Posypuję kaparami.
Resztę dyni rozcieram, dziele na małe porcje do woreczków lub pojemniczków i mrożę oznaczając nazwą i datą. Zamrażarka pęka w szwach.