BLW czyli Baby-led weaning to nazwa sposobu spożywania posiłków przez niemowlę; to nazwa metody karmienia, które metodą nie jest. Ta fizjologiczna czynność doczekała się takiej nazwy od niedawna, a mianowicie od kiedy zaczęło być potrzebne dawanie ludziom poradników. Poradników, zapewniających że można robić coś inaczej niż wszyscy i jest to bezpieczne. I nie chodzi tu o pójście pod prąd dla zasady, z aspołeczności czy też innych skłonności, ale o zwyczajną rodzicielską intuicję.
Karmienie małego dziecka niestety kojarzy się z łyżeczką, papką, a co gorsza słoiczkiem. Normalny widok, prosta sprawa. Półki sklepowe uginają się pod ciężarem małych szklanych pojemniczków zawierających przeciery. Wszędzie dołączane są informacje od którego miesiąca życia jaki produkt nie zaszkodzi Twojemu dziecku. Jako rodzic dostajesz też dokładną informację ile gram glutenu dziennie należy podawać (na łyżeczce w zupce), ile żółtka, ile posiłków o jakiej gramaturze.
Czyste szaleństwo! Na horyzoncie nie widać alternatywy, większość nie wpadnie na pomysł, że można inaczej, bo tak przecież jest dobrze według lekarzy, położnych, pokoleń rodzin, pediatrów no i tych najważniejszych - napędzających całą tą maszynę - producentów żywności dla niemowląt.
Żyjemy na szczęście w dobie internetu i social mediów, zatem zachęcam do zapoznania się z BLW, Baby-led weaning, po polsku zwanym po prostu "Bobas lubi wybór". Powstała książka o tym tytule, dostępna w empikach i na stronie mamania, która zwięźle, czytelnie i dobitnie przedstawia temat tego jak umożliwić naszej pociesze jeść jak człowiek. W skrócie polega to na tym, by w ogóle nie podawać papek i nie karmić łyżeczką. Dopiero kiedy niemowlę potrafi stabilnie siedzieć, kiedy interesuje się Twoim jedzeniem, sięga do niego, wtedy jest gotowe by zacząć przygodę z pokarmami innymi niż mleko. Trzeba podawać na początku łatwe do uchwycenia kawałki jedzenia. Tylko to co zdrowe! Dziecko nie może jeść soli ani cukru, nie powinno spożywać za dużo błonnika. Może jeść wszystko to co Ty, byle by to było pełnowartościowe, świeże jedzenie bez chemii (pozdrawiam glutaminiany, parówki i zwierzęta hodowane na masową skalę w wiadomym celu).
My zaczęliśmy od papek z niewiedzy, po jakimś miesiącu całkowicie zrezygnowaliśmy z karmienia łyżeczką i zaufaliśmy BLW. To był wspaniały wybór! Nasza córka je to co chce, ile chce, jest uśmiechnięta, ma świetnie wyćwiczone paluszki i duuuuży brzuszek. Taki jak Budda - ten uśmiechnięty :)
Na foto głównie rozpoznawalne są buraczki, ale jest tam też kasza gryczana i kotleciki z soczewicy. A dziś jedliśmy marchewkę, ziemniaki i kotlety z twarogu i groszku, na które przepis z przyjemnością podaję.
Kotlety z twarogu i zielonego groszku
na około 9 sztuk
- około 300 g tłustego twarogu
- szklanka zielonego groszku (mrożony ugotować, puszkowany odsączyć)
- 2 jaja
- 5 łyżek bułki tartej
- pieprz, majeranek, kozieradka
Twaróg wraz z groszkiem utłuc lub przepuścić przez praskę, dodać jaja, 2 łyżki bułki tartej i mocno doprawić. W dłoniach formować kotlety, obtaczać z pozostałej bułce, wykładać na blachę natłuszczoną lub wyłożoną papierem do pieczenia. Piec 25 minut w piekarniku z termoobiegiem nagrzanym do 170 stopni.