Wiem, wiem, wiem, że ostatnio był cykl "wyjściowych" rzeczy, które nie są kanapkami. Ale na pomysł tej sałatki wpadłam później, a jest ona zbyt pyszna, żeby nie podzielić się nią ze światem. Jest też porażająco prosta do przygotowania, co z pewnością ucieszy osoby zalatane lub tych, którzy nie czują się w kuchni zbyt pewnie. Podane proporcje pozwalają przygotować wielką miskę sałatki, czyli trzy porcje, które wystarczają na cały obiad. Zrobienie mniejszej ilości nie powinno być trudne. Można dodać do niej tuńczyka (wersja kolacyjna) lub grzanki z "wiejskiego" chleba (wersja śniadaniowa). O, albo oliwki, wersję z oliwkami też robiłam! Lub wszystko, co tylko lubicie. Nazwa "pracownicza" wzięła się stąd, że sałatkę łatwo jest wziąć do pracy, bo sałata rzymska zaskakująco dobrze znosi przewożenie jej razem z sosem (byle nie w zbyt ciepłym miejscu).
Składniki
3 średnie główki sałaty rzymskiej
3 średnie pomidory (nie wiem, ile waży średni pomidor, weźcie tyle, ile lubicie)
1 puszka czerwonej fasolki
1 średnia czerwona cebula
5 łyżek świeżego zielonego pesto
3 łyżki oliwy extra vergine
4 łyżki soku z cytryny
sól, pieprz, ew. natka pietruszki
Przygotowanie
Tak, to jest ten moment, w którym wszyscy odkrywają, że "o bogowie, co to za przepis, sam bym to wymyślił". Albowiem w tym momencie informuję, że cała filozofia polega na wymieszaniu pesto z oliwą i sokiem z cytryny (oraz solą i pieprzem) i z posiekaną natką pietruszki (jeśli zdecydujemy się ją dodać) oraz na pokrojeniu sałaty (sałatę rzymską można kroić) w paski jakoś... centymetrowej szerokości, odsączeniu i opłukaniu (i znów odsączeniu) fasolki, umyciu i pokrojeniu pomidorów w kostkę oraz na drobnym posiekaniu cebuli. Zapomniałam o wymieszaniu wszystkiego, wybaczcie. Tak, sałatka jest gotowa i można ją jeść, ale moim zdaniem najlepsza jest, jeśli zostawi się ją na dziesięć minut, żeby cała przeszła lekko smakiem sosu (który jest pyszny i uniwersalny).
Smacznego!
PS: To nowe eksperymentalne coś do edycji zdjęć. Nie umiem dodać ramki w tym cosiu. Ale się nauczę!