Niby kilka dni temu pisałam, że jako kura domowa mam wiele czasu, a i tak zdarza mi się mało zrobić. Dziś stwierdzam dodatkowo, że te kolejne dni strasznie powoli mijają, a do tego rozciągają się jak sprężyna. Prócz zapału blogowego, nie mam w sobie żadnego innego, o 16 kiedy obiad już ugotowany a męża nadal nie ma z pracy ucinam sobie drzemki. Bo w tej właśnie, jednej chwili nie ma nic przyjemniejszego niż chłodna pościel i lekki powiew wiatru. Zamykam oczy i przenoszę się w lepszy świat. Lepszy świat kończy się z chwilą pobudki i wtedy jest jeszcze gorzej. Po pierwsze mam maksymalny spadek cukru i dostaję świra póki nie zjem odpowiedniej porcji. Po drugie nie mogę później zasnąć w nocy i w końcu po trzecie, mam poczucie zmarnowanego czasu. Nie wiem jak walczyć z tą kuszącą mnie popołudniami pościelą. Może powinnam w końcu skupić się bardziej na nauce niemieckiego...Jest jeszcze jedna rzecz, z ktorą ciężko mi walczyć i są to naleśniki. Nie ważne ile usmażę, tyle zjem. Przy samym smażeniu zjem conajmniej dwa. Tego pierwszego, który zawsze słabo wychodzi; wyrzucać nie będę, a też nikomu go nie podam. Później jeszcze jednego ze środkowej partii, żeby się przekonać, że spełniają warunki i na koniec swoją rację obiadową. Tym razem byłam jednak o dziwo rozsądniejsza i mimo, że naleśniki były na obiad to rozdysponowałam je tak, że jeszcze dwa zostały na śniadanie następnego dnia.
Naleśniki ryżowe na mleczku kokosowym, bezglutenowe
Składniki (6-7 sztuk):
- puszka mleczka kokosowego
- 2 jajka
- 100 g mąki ryżowej
- 2-3 łyżki cukru
- szczypta soli
Przygotowanie:
- Mleczko przelać do garnka i podgrzewać, aż całość będzie płynna. Dodać pozostałe składniki i zmiksować na gładką masę. Odstawić na około 30 minut.
- Smażyć nalesniki z obu stron, do zrumienienia, na rozgrzanej i natłuszczonej patelni. Podawać z ulubionymi dodatkami