
Ta sałatka to mistrzostwo świata w doborze składników. Właściwie jej treścią są same
składniki przez duże
S - to hołd złożony produktom dobrej jakości. Zaserwujcie ją na lunch albo jako przystawkę na przyjęciu. Gwarantuję, ta sałatka zawstydzi wszystkich gości. Ona aż krzyczy
' I'm too sexy... '
Składniki na 1 porcję:
- 2 garści świeżej rukoli,
- 50g sera Manouri,
- 10 plasterków cienko pokrojonej suszonej polędwicy lomo de cerdo,
- 1 dojrzałe mango,
- 1 garść orzechów pinii,
- 5 plastrów suszonej figi,
- oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia,
- ocet balsamiczny.
Przygotowanie: Rukolę dokładnie umyć i rozłożyć na talerzu. Dodać obrane i pokrojone mango oraz bardzo cienko pokrojoną polędwicę. Ser Manouri pokruszyć do sałatki. Posypać orzeszkami piniowymi oraz pokrojoną suszoną figą. Skropić oliwą z oliwek i octem balsamicznym.
Po co tyle szumu o tę jakość produktów?Szczególnie, że w Biedronce można kupić to samo o połowę taniej. Błąd - jeśli obliczymy, ile faktycznie produkty z B. mają sera w serze i mięsa w wędlinach okaże się, że kupowanie oryginalnych produktów wcale nie wychodzi drogo. A tak na poważniej... Liczy się przede wszystkim smak. Dlatego produkt oryginalny, jest produktem oryginalnym i tyle za niego płacimy. A płacimy przede wszystkim za jakość produktów pierwotnych, z których jest wytwarzany, sposób jego obróbki, przechowywania. Za tajemne receptury z tysiąc osiemset..., za transport, za brak wypełniaczy. Za to, że to, co kupujemy, jest tym, co kupujemy. Dlatego warto. Nawet, jeśli nasz portfel pojechał na zakupy do Lidla i już do niego dojeżdża.
Od czasu do czasu pozwólmy pójść sobie na zakupy do delikatesów i weźmy to, na co naprawdę mamy ochotę. Przestań zamieniać ser feta na ser typu feta, kup mozzarellę z mleka bawolic, wrzuć do koszyka niesiarkowane bakalie. A z następnej podróży przywieź sobie lokalne specjały i butelkę wina, zamiast kiczowatych sandałków (i tak jedzenie dłużej Ci posłuży).


Ta sałatka aż krzyczy: jestem z południa. Swoim gorącym temperamentem zachwyca wszystkich koneserów i smakoszy. Jest rewelacyjnym dowodem na istnienie przyjaźni włosko - hiszpańsko - greckiej. Począwszy od typowych wyznaczników tych kuchni, aż po wspólny mianownik, czyli... oliwę z oliwek. Tak jest moi drodzy. O ile można byłoby dopatrzyć się wspólnych cech hiszpańsko - włoskich, hiszpańsko - greckich, czy grecko - włoskich, ciężko mi pomyśleć o sztandarowym produkcie, czy potrawie, które te trzy kuchnie miałyby wspólne. No, może poza bakłażanem (hiszpańskie berenjenas con miel de caña, grecka moussaka i włoski bakłażan zapiekany). Cieszmy nasze podniebienia tym nietypowym połączeniem i płaczmy, kiedy już się skończy.
Smacznego!