Ci, którzy wiedzą o mnie nieco więcej doskonale wiedzą, że gdyby nie Polska to albo Czechy albo Norwegia.
W Czechach są ludzie, których uwielbiam, którzy poprawiają mi humor od samego sięgnięcia ręką po bułkę o 6:30, natomiast w Norwegii są przepiękne krajobrazy i mroźny klimat.
I zupełnie na odwrót: to co drażni mnie u Czechów to brak wewnętrznej motywacji do zmian, a u Norwegów nie znoszę sztywnego uosobienia.
A wszystko to przekłada się na literaturę bo i czeską i norweską kocham tak samo.
Co z tego, że na czeskiej zatrzymałam się gdzieś w okolicach Hrabala, Capka czy Kundery
To kawał dobrej literatury, ale czas sięgnąć w końcu po coś współczesnego :) i tu z pomocą przychodzi Wydawnictwo Afera, które publikuje czeskie powieści. Więc za jednym zamachem zamówiłam trzy :)
Dziś zaglądam do pierwszej z nich, wydanej w co prawda grubej oprawie, ale niemal kieszonkowym formacie.
Pierwszy raz mam taki chaos w głowie, że nie wiem od czego zacząć :)
A chciałabym od czterech rzeczy. Może wybiorę najbardziej logiczną opcję :)
Petr Sabach to czeski pisarz, bardzo znany w swoim kraju a z czego znany? Nie tylko z podobno świetnych książek ale z niebanalnego i w zasadzie prostego humoru, który sprawia, że jego opowieści są tak wyjątkowe.
Książkę Petr napisał w 2001 roku, u nas pojawiła się dopiero w 2015. Ale za to już 9 lat temu można było u nas obejrzeć film na podstawie książki. Tytuł bardzo wymowny "Pupendo" - kojarzycie? ja nie :)
Nim przejdę do fabuły a potem oceny to jeszcze powiem Wam czym są pijane banany. To nic innego jak deser - bananowy i z alkoholem. Tym deserem kiedyś uraczył się ojczym głównego bohatera po wyjściu z odwyku. Zjadł nim wrócił do domu takich pięć, a wracać musiał już na czworaka.
Narratorem powieści jest 16 letni chłopak, którego młodość przypada na czasy czeskiego komunizmu. Jak w każdej "komunie" tak i tu, w tej książce znajdziecie mnóstwo absurdów, nieraz gorzkich ale w większości zabawnych.
Nastolatek ma wsparcie w matce, która po porzuceniu przez męża (i ojca chłopca zarazem) szybko znalazła pocieszenie w ramionach rzeźbiarza-ochlejmordy. Ale najbardziej istotną sprawą są kumple. Barwni i zabawni. Na przykład jeden z nich jest głuchoniemy i uzależniony od "jazdy na ręcznym". Przy czym by nie zakłócać rodzinie egzystencji przeważnie robi to w piwnicy. Koledzy są na tyle taktowni, że nim wchodzą dają mu "znaki świetlne" klikając kontaktem na klatce schodowej.
Rozważania chłopców krążą wokół wielu tematów, pojawiają się pierwsze używki, ucieczki z domu a sens ich życia stanowi rozważanie na temat tego, czy naprawdę byli najszybszymi plemnikami w całym stadzie. A może jednak gdzieś na finiszu najmocniejszy się zmęczył, skonał i tak oto on, słaby plemnik wpłynął gdzie było trzeba...
Zabójcze :)
Nie obyło się też bez pierwszych miłości. Daniela, obiekt westchnień bohatera książki niestety już ma swojego chłopaka, miejskiego koksa o ksywie Żołądź. Nie bez znaczenia jest fakt, że jednak też podkochuje się w nastolatku-bohaterze. Ten wątek również pełen jest dobrej zabawy, gdy Daniela chcąc ukryć chłopaka przed Żołądziem, przebiera go za dziewczynę. Komizm sytuacji przybiera na sile gdy koks zaczyna obmacywać "przebraną panienkę" podczas nieobecności Danieli.
Już trochę Wam zdradziłam, ale jestem przekonana, że z chęcią sięgniecie po tak fantastyczną książkę. I wiem też, że tak jak ja pokochacie literaturę czeską. I mam nadzieję, że Czechy też ;)
Pijane banany, Petr Sabach
Wydawnictwo Afera, 2015
Moja ocena: 7/10
- Po przeczytaniu tej książki zyskałam 2,2 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 146,6 cm
Przeczytane w tym roku 13/70