Faworkami pieczonymi zafascynowałam się już
jakiś czas temu i odtąd pieczemy je dość często, szczególnie w karnawale. Dziewczyny nie chcą smażonych i już. Bo nie lubią tłustego. Ja też nie lubię, ale przyznam, że od czasu do czasu zjadłabym i takiego smażonego, nie będę jednak szła pod prąd, bowiem w sumie cieszę się, że dziewczyny mają dobre nawyki:-). Te pieczone są przepyszne, ale trochę (a nawet więcej niż trochę) inne niż smażone. Najbardziej smakują nam jeszcze na ciepło, ale dobre są i następnego dnia, gdyż zachowują kruchość. Ważne, aby bardzo cienko rozwałkować ciasto, prawie na przezroczysto, wówczas faworki będą delikatne i kruche. Jeśli rozwałkujemy trochę grubiej, będą twardsze, choć też smaczne.
Ostatnio modyfikuję przepis na różne sposoby, aby nie było nudno. Na dziś mam przygotowane faworki pieczone zielone z herbatą matcha i brązowe z kakao. W tych z herbatą wyraźnie pojawia się w smaku nutka herbaciana, a w kakaowych nutka czekoladowa.
Pieczone faworki - zielone i brązowe
340 g mąki - u mnie orkiszowa typ 7001 płaska łyżeczka suchych drożdży3/4 szklanki mleka80 g roztopionego masła - u mnie olej kokosowy, który zresztą doskonale spisuje się we wszystkich drożdżowych wypiekach4 żółtka2 łyżeczki cukru - u mnie trzcinowy1 łyżeczka ekstraktu waniliowegododatkowo: 1 czubata łyżka herbaty matcha lub 1 czubata łyżka kakao cukier puder do posypania - u mnie zmielony cukier trzcinowy, a kakaowe faworki posypywałam cukrem pudrem zmieszanym z kakao (to dość wytrawna wersja)
Z podanych składników wyrobić ciasto, aż stanie się gładkie i sprężyste, zostawić na godzinę lub trochę więcej do wyrośnięcia - tak, aby podwoiło swoją objętość (albo można włożyć je na noc do lodówki).
Rozwałkować bardzo cienko - ciasto bardzo ładnie współpracuje i daje się rozwałkować na milimetrowe placki. Pokroić w paski i formować faworki (w środku każdego paska zrobić nacięcie, przez które przeciągnąć jeden koniec paska).
Faworki układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i piec kilka minut, w zależności od piekarnika. Trzeba bardzo uważnie je piec, gdyż bardzo szybko się rumienią. U mnie piekły się po 10 minut każda blacha, bez termoobiegu, w temperaturze 180 st. C, ale najlepiej samemu czuwać, bo jednak każdy piekarnik ma swoją specyfikę.Zielone faworki (naprawdę są zielone, tylko tak marnie widać to na zdjęciach): Brązowe faworki:
A ponieważ faworki robiłam z podwójnej porcji czyli z 680 g mąki, to w którymś momencie miałam ich po prostu dość i z reszty ciasta upiekłam bardzo smaczne bułeczki. Posmarowałam je roztopionym masłem i posypałam cukrem wymieszanym z cynamonem. Po upieczeniu posypałam jeszcze trochę cukrem pudrem (bo jednak ciasto było niesłodkie): I faworki, i bułki zniknęły w okamgnieniu. Fajnie mieć w domu tylu testerów:-).