Po ostatnich przemyśleniach znowu wracamy do jedzenia. I to nie byle jakiego!
Mam dla was ciasto. Tofurnik. Ale nie taki zwyczajny.
Wykorzystuje znane i lubiane warzywo, także na słodko- buraka.
Nie od dzisiaj też wiadomo, że burak kocha dodatek kakao. Nie chciałam jednak rezygnować z pięknego różowego buraczanego koloru, który kakao ukrywa, postanowiłam więc pójść na kompromis i zrobić ciasto dwuwarstwowe.
Od czasu do czasu nie stronię od bardziej przetworzonych środków słodzących, ale tym razem postawiłam na zdrowie. Tofurnik jest słodzony daktylami i bananami, nie zawiera oleju, glutenu, nie jest bardzo tłusty i kaloryczny. Normalnie "ciasto bez niczego"! I jest dobre! Słodkie, ale nie za bardzo, rozpływa się w ustach, syci...
No i ma w sobie buraka i kakao. Handluj z tym. ☺
Do przygotowania tego tofurnika wykorzystałam BIO tofu naturalne Polsoji. Nigdy nie byłam wielką fanką zwykłego tofu naturalnego tej firmy, być może już się z tym tutaj uzewnętrzniałam. Muszę jednak przyznać, że to ekologiczne jest znacznie lepsze! Jest zwarte, ale nie do przesady- zachowuje balans między konsystencją "sojowego twarogu" a czegoś w rodzaju aksamitnego serka. Jest oczywiście neutralne w smaku. W cieście sprawdziło się świetnie, ale z powodzeniem zrobicie też z niego dania na słono, np. tofucznicę. Patrząc na strukturę będzie się świetnie nadawać do marynowania.
Polecam je waszej uwadze.
Składniki na małą tortownicę (ok. 10 kawałków)
Warstwa czekoladowa
- 250g naturalnego tofu
- sok z połowy dużej cytryny
- 2 małe buraczki, ugotowane i obrane
- szklanka daktyli
- 4 czubate łyżki kakao (polecam surowe)
- 1/2 szklanki mleka sojowego
- ok. 80ml mleka kokosowego
- 2,5 czubatej łyżeczki agaru (czyli 2 czubate i 1 płaska)
Warstwa różowa- 250g naturalnego tofu
- sok z połowy dużej cytryny (lub więcej, jeśli buraki są mocno słodkie)
- 2 małe buraczki, ugotowane i obrane
- 3 małe, dojrzałe banany
- 1/2 szklanki mleka sojowego
- ok. 80ml mleka kokosowego
- 3 czubate łyżeczki agaru
+ wiórki kokosowe i olej kokosowy do formy i same wiórki na wierzch
Tortownicę smarujemy odrobiną oleju kokosowego i wysypujemy ją wiórkami kokosowymi.
Daktyle na warstwę czekoladową moczymy przez noc lub w gorącej wodzie, aż będą bardzo miękkie. Osączamy i sprawdzamy, czy są dobrze wypestkowane.
Miksujemy na gładką masę wszystkie składniki na warstwę czekoladową poza mlekiem sojowym, kokosowym i agarem. Te trzy ostatnie składniki mieszamy ze sobą i podgrzewamy w rondelku na małym gazie, mieszając cały czas, aż agar się rozpuści i całość zgęstnieje. Wlewamy stopniowo do masy czekoladowej, miksując cały czas. Jak tylko masa będzie jednolita, wykładamy ją szybko do tortownicy i wyrównujemy.
Analogicznie postępujemy z kolejną warstwą.
Gdy całość będzie już w tortownicy, posypujemy wierzch wiórkami kokosowymi i wstawiamy na noc do lodówki.
Wskazówka: tofurnik dla mnie jest wystarczająco słodki, ale dla kogoś przyzwyczajonego do słodszego smaku niekoniecznie; próbuj masy w trakcie przygotowywania i w razie czego dodaj odrobinę ksylitolu lub po prostu cukru, jeśli ci nie straszny.
Przybliżone wartości odżywcze w jednym kawałku: ok. 202 kcal, 7,8 g białka, 30,6 g węglowodanów i 7,9 g tłuszczu.
Smacznego!