Pamiętam jak w dzieciństwie dziadek (ojciec mojego ojca) codziennie obierał wiaderko ziemniaków na obiad. Wybierał te mniejsze, takie na dwa kęsy. Latem była do tego mizeria, zimą kapusta kiszona. Prosto i smacznie. Idealne pożywienie dodające energii do długich zabaw na dworze. Bo dziecko, zwłaszcza tak ruchliwe jak ja, miało co robić gdy miało łąkę, sadzawkę, ogród, króliki i kury do eksploracji. Idealne miejsce do spędzania nie tylko letnich wakacji. Bo kto z mojego pokolenia nie bawił się w gotowanie zupy z błotka z zielonościami znalezionymi na łące? Do tego kwiaty mniszka, pocięty mlecz i niestety też kijanki (wybaczcie mi urocze żyjątka). Ilość stratowanych kwiatów w pogoni za pszczołami nie liczę. Piękne dzieciństwo. I do tego ziemniaki na obiad. Zwykła-niezwykła codzienność.
Jakiś czas temu ukazała się książka o tym zwykłym-niezwykłym warzywie pt.
Ziemniak autorstwa Joanny Jakubiuk. Regionalistka z Podlaskiego, aktywistka kulinarna, szefowa kuchni opowiada rodzinne historie, dzieli się przepisami również na dania słodkie. Zachwala walory ziemniaka, m.in. opisuje składniki odżywcze, gatunki z podziałem do czego który najlepiej użyć. A wszystko w pięknej szacie graficznej.
Dziś przepis (wprawdzie nie z książki) na
a la pasztet warzywny. Bezglutenowy i wegański.
Składniki:1/2 szkl. suchej kaszy jaglanej4 ugotowane ziemniakinać selera2 średnie marchewki pokrojone w cienkie plasterki1 średnia cebula pokrojona w kostkęsól, pieprz ziołowy, majeranek do smakumasło klarowane Ziemniaki gotujemy. Kaszę jaglaną przepłukujemy wrzątkiem, zalewamy 1 szklanką gorącej wody i gotujemy do całkowitego wchłonięcia wody przez kaszę. Nać selera siekamy na drobno. Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na maśle klarowanym.
Piekarnik rozgrzewamy do 200 st. C. Następnie tłuczemy ziemniaki, dodajemy jaglankę i pozostałe warzywa. Doprawiamy do smaku i pieczemy ok. 30 minut.
Smacznego!