Smakuje jak strudel, najlepsza oczywiście gorąca z gałką lodów waniliowych.
Na formę do tarty:
- 4- 5 arkuszy ciasta filo (formatu mniej więcej A4)
- pół kg jabłek
- kilogram śliwek
- 2 łyżki żurawiny (suszonej, albo konfitury)
- łyżka cukru
- skórka starta z 1 limonki
- 50g klarowanego masła
- garść płatków migdałów, posiekanych orzechów włoskich albo 2 korzenne ciasteczka
Śliwki pestkujemy i kroimy na ćwiartki. Jabłka jak do szarlotki - można zetrzeć albo pokroić w grubsze kawałki. Śliwki układamy na dużej patelni albo w wysokim garnku i podgrzewamy (bez wody) aż puszczą sok (jak na powidła). Dodajemy pokrojone jabłka i żurawinę, łyżkę brązowego cukru.
Mieszamy delikatnie i odstawiamy żeby się poddusiły i zmiękły aż powstanie masa owocowa do szarlotki (nie może być zbyt płynna, w garnku trzeba bardziej uważać, bo owce mogą się szybciej rozpaść).
Odstawiamy do wystudzenia.
Masło klarujemy - rozpuszczamy w rondelku uważając żeby się nie przypaliło i zbieramy z powierzchni wszelkie 'szumowiny' i białe osady (jeśli są). Odstawiamy do wystudzenia.
Arkusz ciasta filo układamy w wysmarowanej masłem (delikatnie) formie do tarty i smarujemy wierzch
i boki klarowanym masłem (najlepiej się to robi silikonowym pędzelkiem, albo innym, byle szerokim).
Na to wysypujemy pół przygotowanych ciasteczek (pokruszonych)
albo płatki migdałów albo posiekane orzechy włoskie (też pół porcji.
Na to kolejny płat ciasta - na krzyż tak, żeby po ułożeniu na środku jabłek można było ładnie zamknąć z wierzchu wszystkie boki (wygląda to jak układanie papierowych chusteczek w barze mlecznym).
Smarujemy masłem, układamy kolejne 2 płaty smarując każdy masłem.
Na to przygotowane jabłka ze śliwkami i żurawiną i starta skórka z limonki.
Można przykryć wierzch dwiema połówkami ostatniego arkusza ciasta filo (też na krzyż),
po czym posmarować masłem, posypać wierzch płatkami migdałów i zawinąć 'brzegi' tak, że tworzy się całkiem spory pakuneczek przypominający gomułkę sera, posmarować masłem.
Piec ok. 40 minut w temp. 150 stopni (do zezłocenia wierzchu i jeszcze trochę),
najlepiej bez termoobiegu - tylko grzanie góra i dół (dół nawet ważniejszy).
Podawać gorące!!!