Natchnęła mnie do napisania tego posta trochę notka Kasi z Simplicite. Minimalizm robi się coraz bardziej trendy, wychodzi z szafy jak bandy geeków i nerdów po sukcesie The Big Bang Theory (to ja!). Każda szanująca się blogerka pisze o Marie Kondo, zapowiada porządki w życiu… po czym na jej Instagramie codziennie pojawiają się nowe kosmetyki, książki, ubrania dla dzieci. Minimalizm jest teraz trendy i każdy, kto może, stara ukroić się kawałek z tego tortu. Jakie są najpopularniejsze (często błędne!) stereotypy o minimalistach? Spotkaliście się z jakimiś? Raczej nie zaczynam rozmowy od „Cześć, mam na imię Karo i jestem minimalistką” bo to zupełnie jak w starych, nieśmiesznych żartach o weganach i cross-fitowcach, ale czasem jednak nawiązują się ciekawe dyskusje. Jesteście ciekawi, co zaobserwowałam? 5 głupich stereotypów o minimalistach – zapraszam do przeczytania i waszych komentarzy!

Minimalizm to puste, zimne wnętrza, białe ściany etc.
Pisze to osoba, która całe mieszkanie ma właśnie w tym kolorze i pamięta jeszcze horror brązowo-zielonej ohydy, którą zamalowywał teść (przypominam, że kupiliśmy je zupełnie minimalistycznie i niemodnie z rynku wtórnego). Białe ściany są świetną kanwą dla kolorowych mebli, a to, co dla mnie jest najważniejsze, to fakt, że każde zabrudzenie zamalujemy szybko i bez śladu. W Internecie pełno jest zdjęć z materacem, macbookiem i lampką, ale to tylko stereotyp. 90% minimalistów żyje tak, jak każdy człowiek. Pamiętam taki przykład – na minimalistycznym reddicie panuje absolutnie niezrozumiały dla mnie szał na spanie na futonach (cienkich materacach które na dzień rolujemy i chowamy). Ktoś zapytał – wszystko ok, ale jeśli poznasz kogoś i zaprosisz go do siebie…? 90% odpowiedzi brzmiało: ale ja jestem samotny/a, więc nie ma takiej opcji. Minimaliści mają też umeblowanie, serio. Zobaczcie chociażby mały biały domek Kasi – to są dopiero inspirujące wnętrza!
Minimaliści to straszliwi skąpcy
Skąpstwo to cecha osobnicza. Mąż opowiadał mi ostatnio o koleżance która umawia się na pogaduszki w kawiarni, ale nic w niej nie zamawia, bo nie będzie za to przecież płacić skoro ma w domu. Przypomina mi to historię z naszego wyjazdu z Itaką, gdzie co bardziej zapobiegawczy goście przywieźli ze sobą mnóstwo małpek i dolewali je w barze do bezpłatnej coli. Wiele osób, które interesuje minimalizm, są wielkimi fanami FIRE (financial independence, retire early, co na nasze tłumaczymy jako finansową niezależność i utrzymanie się bez stałej pracy). Czytam o ludziach którzy jedzą jeden posiłek dziennie i jest to ryż z warzywami strączkowymi i tak codziennie, ale nie oceniajmy dużej grupy ludzi po takich skrajnościach. Ja na przykład bardzo lubię wydawać pieniądze na wspomnienia, rzeczy niematerialne – wyjście z dawno niewidzianą koleżanką, czy kino.

Minimalizm jest snobistyczny/dla bogatych
Odsyłam tu do tej notki. Powtarzam do znudzenia, że nie każdy korzysta tylko z Apple, albo kupuje absurdalnie drogie meble. Ale jeśli chce, zaglądanie komuś do kieszeni nie jest mile widziane. Doprowadza mnie do szału, kiedy ktoś na przykład rozlicza blogerki w Internecie mówiąc, że przecież jego na to nie stać. Mnie nie stać na Ferrari (jeszcze ;)), ale gdybym miała takie pieniądze, na pewno bym je kupiła mojemu mężowi. Lubię jakość (na przykład jedne solidne okulary przeciwsłoneczne Raybana czy Diora), ale bez przesady. 90% moich ubrań na przykład pochodzi z H&M. Niech każdy kupuje to, co lubi.
Minimalizm to tylko moda
Wracamy tutaj do notki Kasi, od której zaczęłam swoją. Minimalizm, jak każde zjawisko będzie rósł w siłę i się wypalał. Ale zmienił on życie tylu osób (w tym mnie), że raczej życzyłabym sobie i jestem pewna, że będzie miał się dobrze. Wróci pewnie po jakimś czasie do bycia taką samą ciekawostką jak wyznawanie Potwora Spaghetti, ale wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach jest to ważny i potrzebny trend. Widzę to po interakcjach z naszymi rodzicami – gdybym miała wziąć 10% rzeczy które próbują nam wcisnąć, nasze 55 metrów zamieniłoby się w magazyn.

Minimaliści są nudni i mają nudne życie
Nie wiem, skąd taki stereotyp. Większość ludzi, których poznałam (hej Asia!), a są w jakikolwiek sposób związani z minimalizmem, slow life i prostym życiem są SUPER. Sama nieskromnie powiem, że podobno jestem całkiem fajną osobą. Mamy taką jedną imprezową koleżankę, która nie może zrozumieć, że wieczory, zamiast na mieście i na imprezach spędzamy w domu nie dlatego, że jesteśmy dziwni/skąpi/nudi/aspołeczni (no, może troszkę… ;)), tylko to jest właśnie nasze życie. Cenimy sobie takie dni jak te. Pisząc te słowa, popijam leniwie wino przywiezione z Sycylii przez moją drogą siostrę (hej Kasiu. dzięki!), w głośnikach leci ulubiona playlista jazzowa ze Spotify, mąż na kanapie czyta książkę z winem w ręce… A do tego widzimy troje naszych zwierzaków, zadowolonych jak nigdy. Imprezy po prostu nie są dla mnie.
A wy z jakimi dziwnymi stereotypami się spotkaliście? Napiszcie w komentarzach, pośmiejmy się razem ;)
Post 5 głupich stereotypów o minimalistach pojawił się poraz pierwszy w Pinch of Salt.