Bułka to upadek - przecież można upiec pyszny, zdrowy, razowy chleb na zakwasie. Można w ogóle zrezygnować z pieczywa. Można nawet jeść trociny. Wszystko można. Ale nigdy nie zrozumiem, jak można zrezygnować z pysznej, domowe, jeszcze ciepłej bułki pszennej. Niezależnie od tego, jak bardzo jest ona wypełniona pustymi kaloriami. To są szczęśliwe kalorie! I to szczęście przenosi się na człowieka, który je taką bułkę rano do jajecznicy, robi na niej kanapkę z serem, przegryza ją do twarożku i tak dalej.
Taką bułkę można upiec w banalnie prosty sposób, ja do tego wyrabiam i wyrastam ją w maszynie. Jeśli mamy mikser, który za nast ją wyrobi, to też będzie nam łatwiej. Uwaga! Z drożdży instant nie robię zaczynu, maszyna go zresztą nie potrzebuje. Ponoć nie trzeba go też robić przy wyrabianiu ręcznym.
Składniki
500 g mąki szymanowskiej
200 ml mleka
100 ml wody
40 ml oliwy extra vergine
30 ml stopionego klarowanego masła
czubata łyżeczka soli (zależy od tego, jak bardzo sól jest słona)
łyżeczka cukru
1 opakowanie drożdży instant (takie na pół kilograma mąki)
Przygotowanie
Wersja z maszyną: całość wrzucamy do maszyny i nastawiamy na wyrabianie z wyrastaniem.
Wersja bez maszyny: całość wyrabiamy mikserem (to te specjalne, spiralne skrzydełka) lub ręcznie. Po wyrobieniu odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłym miejscu (ale NIGDY nie na słońcu) na godzinę lub dwie (zależy od temperatury, ciasto powinno podwoić objętość).
Obie wersje: wyrośnięte ciasto przebijamy (wsadzamy w nie łapę) i wyjmujemy z pojemnika, w którym wyrastało. Kładziemy je na wyłożonej pergaminem i posypanej mąką blasze (blacha, pergamin, mąka - w tej kolejności polecam), nadawszy mu kształt kolisty (czyli wszystko, co wystawało, chowamy pod bułkę). Na górze robimy nacięcie w kształcie krzyża, bułkę posypujemy cienką warstwą mąki i przykrywamy czystą, świeżą ściereczką. Zostawiamy znowu na godzinę.
Wyrośniętą bułkę odkrywamy i wsadzamy do piekarnika nagrzanego do 175 stopni (termoobieg) na około pół godziny (do 45 minut). Uwaga! Czas pieczenia zależy od piekarnika. Ja mam nowy piekarnik, który grzeje równo i pięknie. Myślę, że każdy najlepiej zna swój własny piekarnik i umie ocenić, jak długo powinna piec się bułka. Jeśli piekarnik za mocno daje czadu z góry (kiedy nie używa się termoobiegu), lepiej dopiec bułkę na dolnej grzałce. Zasada jest taka (niestety, to zasada, która wymaga doświadczenia), że bochenek, opukany od spodu, powinien wydać charakterystyczny odgłos. Możecie testowo opukiwać wszystkie chleby, które pieczecie. Odgłos tych udanych jest odgłosem docelowym. Tego się po prostu nie da łatwo wytłumaczyć.
W każdym razie upieczoną bułkę (jest wielka, mega-uber-super-pro-buła) przykrywamy ściereczką do wystygnięcia. Studzona bez ściereczki będzie bardziej chrupka, ale szybciej zacznie wysychać. Bułka spokojnie przetrwa kilka dni, o ile nie zostanie pożarta. Można też zrobić małe bułeczki z tego samego ciasta, należy tylko skrócić czas wypiekania do piętnastu minut.