Nikt nigdzie nie powiedział (no dobrze, pewnie wiele osób tak twierdziło, ale ćśśś...), że bułeczki muszą być drożdżowe. Istnieje cała grupa (umiarkowanie) szlachetnych wypieków "soda bread", czyli bułeczek, bułek i chlebków na sodzie (lub proszku). I takim właśnie specjałem są moje bułeczki ziołowe.
Tak naprawdę to nie są aż takie moje, bo ukradłam je z "Wielkiej księgi chleba", czyli mojej najlepszej książki kucharskiej, dotyczącej pieczywa. Przerobiłam przepis, a jakże, i tutaj podaję go w wersji zmodyfikowanej.
Bułeczkom wysatrczy pół godziny (liczę tu przygotowanie i pieczenie), więc są niezłym rozwiązaniem w przypadku chwilowego braku chleba lub nagłych gości. Uwaga! Nie da się zrobić ich z suszonych ziół, już lepiej, w chwili kryzysu, wybrać zioła mrożone.
Składniki
450 g mąki pszennej szymanowskiej
250 g gładkiego twarożku (typu bieluchowatego)
200 ml mleka
1 jajko
3 czubate łyżki posiekanego szczypiorku
2 czubate łyżki posiekanej natki
1 łyżka posiekanego oregano
1 łyżka posiekanego tymianku
1 łyżka rozmarynu
sól, proszek do pieczenia (porcja na pół kilograma mąki)
oliwa lub mąka do formowania
Przygotowanie
Twarożek, jajko i zioła ucieramy na gładką masę (za mnie robi to robot kuchenny lub blender). Do masy dolewamy mleko. Proszek, sól (ilość soli zależy od osobistych upodobań, można spróbować odrobinę surowego ciasta) i mąkę mieszamy w dużej misce, do której dolewamy twarożkowo-ziołową paćkę. Całość starannie mieszamy (powinno powstać luźne i jednocześnie dość elastyczne ciasto).
I teraz trick - bułeczki można formować na dwa sposoby - albo nalewamy oliwy do małej miseczki, smarujemy nią starannie dłonie i formujemy ładne, okrągłe bułeczki wielkości dużych jajek, albo do0 miseczki sypiemy mąkę, "omączamy" ręce i formujemy równie ładne bułeczki. Można też formować bułeczki brzydkie, bo one i tak wyrastają kostropate (to nie brzmi zachęcająco, wiem).
W każdym razie mnie wychodzi 12 lub 16 bułeczek średniej wielkości. Wsadzam je na jakiś kwadrans (trzeba pilnować!) do piekarnika nagrzanego do 190 stopni (dół+termoobieg).
Najsmaczniejsze są jeszcze ciepłe, z dodatkiem masła. Zdjęcia bułeczek brak (za szybko się zjadły... ostatnio trzy razy w ciągu dziesięciu dni),
jest za to zdjęcie dokumentujące proces ich powstawania - zbiory ziół z ogrodu. :)