Wreszcie, po długim błądzeniu znalazłam idealne proporcje na dość sprężyste, nierozpadające się naleśniki z dwóch rodzajów mąk: z cieciorki oraz owsianej. Tę pierwszą przywiozłam z ostatnich wakacji i zastanawiałam się długo, do czego by jej użyć, oprócz farinaty oczywiście. Rozmawiałam z koleżanką będącą na diecie bezglutenowej i usłyszałam od niej, że można z niej zrobić wszystko ;). Tak więc zabrałam się za coś, co wydawało mi się najłatwiejsze - tak na początek. Spróbowałam zrobić jakiekolwiek placki, coś pomiędzy tradycyjnymi naleśnikami a tortillą, korzystając z przepisów znalezionych w necie, ale niestety za każdym razem mi się placek rozpadał lub przypalał. Wymyśliłam, że z samej mąki z ciecierzycy nic sensownego się zrobić nie da, a że ostatnio znów mam zajawkę na płatki owsiane, to zmieszałam oba rodzaje mąk i wyszło mi coś naprawdę ok ;).
Składniki:
pół kubka mąki owsianej
pół kubka mąki z ciecierzycy
jedno całe jajko
pół kubka wody
szczypta soli
I teraz tak: nie wiem, jaką pojemność ma mój kubek, myślę, że ok. 300 ml, nieco więcej niż szklanka.
Nadzienie: byle jakie. Nie próbowałam na słodko, jedynie na wytrawnie.