
Czasami się zastanawiam, czy nie przesadzam z tym, że wszystko staram się robić sama, ale nastał taki dzień, w którym Miśka jedząc „kupne” płatki śniadaniowe stwierdziła, że ich nie będzie jeść, bo są za słodkie, czyli moja misja się spełnia. Dzieciak woli jeść domowe jedzenie niż kupne, cz w przypadku tak małego gzuba jest trudne, bo jeszcze rok temu dosyć często słyszałam, że ona woli takie ze sklepu, NORMALNE ciastka i płatki, bo inne dzieci takie jedzą. Z uporem maniaka, a nie raz czy dwa podstępem udało mi się, bo Nina najbardziej lubi jeść to co ja jej zrobię. Co prawda na Miśkiem jeszcze pracuję, ale z facetami jest łatwiej, bo tu i szantażem takiego można ;-), ale wiadomo, to tylko dla jego zdrowia zarówno fizycznego i psychicznego, włączając w to święty spokój niezmącony moim bręczeniem). Zawsze czytam etykiety, a już nad wyraz uważnie od czasu, gdy wciągając kupną tortillę doszukałam się w składzie smalcu. Co do płatków śniadaniowych to fakt, że większość jest wege, ale syrop glukozowo-fruktozowy i olej palmowy są na początku listy składników. Moja rada, gdy kupujecie zwykłe płatki kukurydziane, to szukajcie je na najniższych półkach w markecie, bo im tańsze tym mniej dodatków mają, ale jeżeli chodzi o takie z bajerami to strach, że człowiek będzie po tym świecił. Z CiniMinis bardzo się kochamy, cudownie mi idą w dupsko, oczywiste jest, że jak tylko je kupię to wciągnę każdą ilość tego samego dnia, a już najbardziej kocham je na „sucho”, dlatego postanowiłam brutalnie zakończyć ten toksyczny związek i upiekłam ich wege wersję w domu. Niestety, tak samo łatwo wchodzą jak te oryginale, są chrupiące, idealne na kęsa, ehhhh, co ja zrobiłam. Więc żeby nie było, że nie ostrzegałam- uzależniają!
Składniki na około 600 g płatków, czyli 2 opakowania:
450 g mąki pełnoziarnistej (u mnie orkiszowa)
130 g nierafinowanego cukru trzcinowego
100 g oleju kokosowego
150 ml mleka sojowego
sok z 1 cytryny
2 czubate łyżki cynamonu
2-3 łyżki jakiegoś wege „miodu” u mnie był to syrop ryżowy
2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
- znalazłam jakieś posiekane resztki orzechów, 2 łyżki i też je wykorzystałam

Przygotowanie:

Do mleka wlej cały sok z cytryny i odstaw ma minimum 15 minut.

Mąkę przesiej do dużej miski wraz z 2/3 cynamonu, 2/3 cukru i sodą. Dodaj roztopiony olej koksowy i zakwaszone cytryną mleko.

Pozostały cukier, cynamon i orzechy wymieszaj razem. Zagnieć ciasto. Bardzo dobrze się z nim pracuje, jak widzisz, po zagnieceniu go miska jest czysta (zagniatam w misce, nie lubię bajzlu na desce)

Jeżeli masz płaską, bez boków blaszkę to śmiało rozwałkuj ciasto bezpośrednio na niej, którą wyłóż papierem do pieczenia. Ciasto powinno być możliwie jak najcieńsze. Wykrawaj kwadraciki wielkości około 1×1 cm.

Jak widzisz, bez problemu można też przenieś „płatki” na blachę. Takich całych blach miałam 5, więc gdy jedne ciacha się piekły to drugie formowałam, a piekłam na 2 blachach.

Posyp „płatki/ciastka” mieszanką cukrową i piecz w temp. 180 C przez około 10 minut.

Bezpośdrednio po wyjęciu z piekarnika ciacha są jeszcze lekko miękkie, ale gdy wystygną robią się idealnie chrupiące.

Smacznego!

Nie jedz! To na bloga 