
Co magicznego ma w sobie liczba 55, że wszystkie kobiety albo deklarują taką wagę (sic!) albo o takiej marzą? Przysięgam wszystkie moje bliższe i dalsze znajome podają, że tyle ważą niezależnie od tego jak wyglądają. Będąc jeszcze w liceum, aż mi głupio było delikatnie ujmując, że u mnie waga pokazywała „6” z przodu, mimo tego, że średnio przewyższałam wzrostem każdą lasko głowę to uważana byłam za grubasa, a każda jak jeden mąż na pocieszenie rzucały tekst „ale ty przecież wysoka jesteś”, w duchu zapewne dodając „ty gruba krowo”.
Minęło prawie 20 lata, a ja wciąż atakowana jestem z każdej strony 55. Skąd to się wzięło? Mam na to swoją teorię. Modelki deklarują wagę 50 kg przy wzroście 180, a że my wszystkie kobiety solidarnie deklarujemy, że te modelki to: chude szkapy, kobiety konie i co tam jeszcze, to jak dodamy sobie te 5 kg więcej to już jest ideał. Mając naście lat się czatowało, i do dziś pamiętam rozmowę z jednym kolesiem, który po grzecznościowych pytaniach skąd jesteś, ile masz lat, czego słuchasz, zapytał ile ważę. Dałam mu delikatnie do zrozumienia, że to chyba nie na miejscu pytanie, więc on usilnie rzucał :, 50, 52 kg, 55? Grzecznie odpowiedziałam mu, że ja go o długość penisa nie pytam, więc niech się odpierdoli, jego odpowiedź była w podobnym tonie, tj. że pewnie jestem gruba świnia i ważę 60 kg, a poza tym to on mnie znajdzie i mi da w ryj. Podejrzewam, że nie miał więcej niż 10 cm 