![20160108_204145[1]](http://www.greenscarf.pl/wp-content/uploads/2016/01/20160108_2041451-e1452289825403-169x300.jpg)
To ja,
![20160108_203134[1]](http://www.greenscarf.pl/wp-content/uploads/2016/01/20160108_2031341-1024x576.jpg)
a to moja Miśka.
Jogą zaczęłam się interesować w tym samym momencie, w którym zetknęłam się z buddyzmem, ale tego wątku nie będę rozwijać na swoim blogu. W każdym bądź razie, to było lata świetlne temu, kiedy to w mojej mieścinie nie było nawet siłowni, a o zajęciach z jogi można było co najwyżej pomarz. Z pomocą przyszedł mi Lidl. Ja naprawdę nie reklamuję tego sklepu, to był praktycznie jeden z pierwszych większych sklepów w moim pipidówku, a że miałam go po drodze do swojego domu, a konkretnie do swojego pierwszego własnego mieszkania, więc mój sentyment jest chyba zrozumiały. W tym właśnie sklepie natknęłam się na płyty DVD z ćwiczeniami jogi za całe 9,90. To były moje dywanikowe początki.
Po kilku miesiącach, drogą pantoflową dotarła do mnie informacja, że w mieście są zajęcia z jogi. To było dosłownie TOP SECRET , bo odbywało się w liceum i uczęszczały tam same nauczycielki (wiecie o co mi chodzi 