Kolejny deser u mnie jest znów inspirowany cytrusami. Owocami bardzo charakterystycznymi dla zimy, a z drugiej strony kojarzącymi się ze słońcem i upalnym latem. Cytrusy to taki sposób na tę mroźną porę roku. Dzięki nim w kuchni pojawia się na chwilę słońce, którego w tym okresie tak bardzo nam brakuje. Szczególnie na przednówku rośnie na nie ochota, związana z zapotrzebowaniem naszego organizmu na witaminy i chęci spożycia czegoś kwaśnego. Przynajmniej ja to bardzo silnie odczuwam o tej porze. Dlatego dzisiaj postanowiłem przygotować dla Was pieczone grejpfruty, które były jednym z tych przepisów, który chodził mi po głowie już od bardzo dawna. Właściwie odkąd na mojej półce pojawiła się książka
My New Roots Sarah Britton. Jednak dopiero teraz nastąpiła idealna pora by je upiec. Osobiście sparafrazowałem trochę oryginalny przepis, dodając między innymi wody różanej, która aż się prosiła o mariaż z rozmarynem i zastępując proponowane orzechy makadamia, orzechami nerkowca, które są tańsze i bardziej dostępne dla większości z Was. Pewnie myśląc, o pieczonych grejpfrutach jesteście zaskoczeni równie mocno, niczym ja za pierwszym razem. Ale zapewniam — to genialny pomysł na cudownie kwaśny, aromatyczny i zarazem rozgrzewający deser. Co więcej, w pełni roślinny i zdrowy. Cukru w przepisie jest stosunkowo niewiele, ale jego dodatek jest absolutnie konieczny. To on sprawia, że grejpfruty łagodnieją, a ich smak staje się bardziej stonowany i przyjazny. Przyprawy zaś oferują kompletnie nowy wymiar doznań i podczas pieczenia uwalniają cudowny aromat — w całym domu pachnie wyczekiwanym już latem!