
Oblicze przeciętnego mieszkańca naszej strefy klimatycznej, o tej porze roku, jest blade lub raczej szarawe. Winę za to ponosi brak słońca i odległość od ostatnich wakacji – przynajmniej ja tak mam. Dokłada się ten diabelny przednówek, czyli mizerna już ilość pełnowartościowych składników spożywczych. Wprawdzie doskonalimy się w technikach przechowywania warzyw i owoców, ale czy zawsze z korzyścią dla nich. Cóż zdania są, jak zwykle, podzielone i ja nie zamierzam tego rozstrzygać. Wiem jedno burak na przednówku to skarb. Najlepiej ze wszystkich warzyw korzeniowych zachowuje swoje właściwości odżywcze, aż do wiosny. No może nie jest skarbem dla cukrzyków ze względu na wysoki indeks glikemiczny, ale jeśli macie problem z produktami o wysokim indeksie glikemicznym to można spowolnić trawienie węglowodanów w dość prosty sposób. Przed zjedzeniem potrawy z buraków można wypić szklankę wody z cytryną czy zjeść zielone warzywa. Warzywa takie zawierają dużo błonnika, a to spowolni trawienie węglowodanów. Powracając do buraka na przednówku to można wykorzystać go na wiele sposobów np. przekrojonym na pół potrzeć policzki lub usta uzyskując przecudnej urody kolorki, rodem wprost z zamierzchłych czasów. Wprawdzie ożywi to nasze lica, jednak tylko do następnego mycia oblicza, a efekt oglądany w lustrze może nie do końca zachwycić. Mam jeszcze w pamięci jak cudnie wyglądała twarzyczka 5 letniej damy okraszona burakiem. Właśnie dlatego wole wykorzystać go w nieco inny sposób.
