Witajcie kochani. Znowu Was zaniedbuję, ale w poniedziałek się bronię, a co rusz wynikają jakieś rzeczy, które jeszcze muszę przed tym zrobić.
Ale w czasie tego tygodnia dostałam kilka cudownym paczek, które chciałabym Wam przedstawić! Będą mi one potrzebne do jednej z nowych serii, która pojawi się w najbliższych dniach na blogu.

Dzisiaj chciałam Wam przedstawić firmę, o której produktów wcześniej nigdzie nie spotkałam, ba o której nawet nie słyszałam! Mowa tu o firmie Puffins!, która w logo ma uroczego maskonura.
Nie zdradzę Wam za dużo szczegółów na raz, bo nie przeczytacie najbliższej recenzji, ale troszkę przybliżę Wam produkt. 
Dla wszystkich, którzy lubią chrrrupać. 
Puffins są to suszone, baaaardzo chrrrrrupiące owoce. W 100% naturalne, bardzo kruche dzięki technologii suszenia próżniowego, dzięki czemu owoce zachowują zachowują wszystkie swoje wartości odżywcze, są naturalnie słodkie, pełne witamin, nie mają w sobie żadnych konserwantów ani sztucznych barwników (naprawdę, pisząc ten post pogryzam sobie suszony winogron, który jest we wszystkich odcieniach brązu).
Firma opatentowała swoją metodę suszenia nazywając ją puffing – stąd też wzięła się nazwa produktów – Puffins. W skrócie – owoce po wysuszeniu poddawane są obniżaniu ciśnienia, dzięki czemu rosną i staja się baaardzo chrupiące.

Do wyboru mamy warianty smakowe:
- truskawka
- ananas
- ciemne winogrona
- banan
- jagody goji
- mango
- jabłko
- miechunka
- wiśnie

Od siebie mogę powiedzieć jeszcze tyle, że otworzyliśmy już 3 opakowania i każdemu najbardziej smakował inny smak
Więcej szczegółów pojawi się w poście recenzyjnym. Jak już pewnie zauważyliście 3 smaki mam podwójne (nie stało się tak bez powodu), ale o tym również szczegóły wkrótce. 

Na koniec pokażę Wam jeszcze lutową kartkę z puffins’owego kalendarza:

Zapraszam Was oczywiście również do odwiedzenia strony producenta: Puffins.co
Cudownego Fan Page’a: Puffins
oraz bloga : Puffins – blogujący maskonur
Artykuł Puffins – chrup na zdrowie pochodzi z serwisu Co tak pachnie? .