Kiedy pierwszy raz zobaczyłam książkę
Modernist Cuisine: the Art and Science of Cooking, a w zasadzie nie samą książkę, a film ją promujący, oniemiałam z zachwytu. To była po prostu doskonałość - fantastyczne zdjęcia, fantastyczni autorzy, no i podniecający wyobraźnię temat, który nie został jeszcze opisany wzdłuż i wszerz: tzw. kuchnia molekularna. Niestety - przez długi czas pozostawała poza moim zasięgiem (a gdyby nie tegoroczny Święty Mikołaj, pewnie dalej nie miałabym szans się nią pochwalić). Od czasu do czasu podsycałam swój apetyt przeglądając materiały dostępne w internecie publikowane przez autorów i skrycie marzyłam o chwili, kiedy będę miała szansę obejrzeć ją w pełnej krasie. Widocznie nie byłam jedyną osobą, której rozsądek nie pozwalał wydać pensji na książkę o gotowaniu, bo po premierze sześciotomowej, pełnej wersji
Modernist Cuisine, zaczęły pojawiać się mniejsze publikacje, dostępne, a może raczej nieco bardziej dostępne zwykłym zjadaczom chleba.
Najpierw pojawiła się
Modernist Cuisine at Home, książka w uproszczonej wersji, dotycząca codziennych potraw przygotowanych niecodziennych metodami i przeznaczona dla ambitnych nieprofesjonalistów. Znów koszt tej pozycji był spory, a przecież czuło się, że to tylko "bryk"... Choć była na liście życzeń, nigdy jej nie kupiłam. W międzyczasie
Modernist Cuisine została przetłumaczona na kilka języków, została wybrana najlepszą książka kulinarną roku 2011 i zdobyła kilka innych, niemniej prestiżowych nagród. Przygotowano tez wystawę fotografii umieszczonych w książce, którą dokumentuje kolejna pozycja:
The Photography of Modernist Cuisine. Piękny, wielkoformatowy album-marzenie każdego fotografa kulinarnego. Niestety znów wyróżnikiem tej książki była horrendalna cena.

Dopiero ostatnie dziecko tej serii pozwoliło mi zaspokoić (wstępnie) apetyt na dzieło Nathana Myrhvolda i spółki. Jest to aplikacja
Modernist Cuisine at Home na telefony, tablety czy co tam kto jeszcze chce
. Choć cena nadal nie była okazyjna, to wersja cyfrowa kosztowała tylko połowę okładkowej ceny wersji papierowej, a autorzy zapewniali, że jest oznaczenie bogatsza pozycja niż analogowy pierwowzór. Zastanawiałam się tylko chwilę :)
Przyjrzyjmy się najpierw samej aplikacji i jej funkcjonalności. Nawigacja działa nieźle, dostęp do materiałów jest wygodny, a wyszukiwanie sprawne, choć czasem przechodzenie z jednej strony na kolejną bywa frustrujące i nieintuicyjne. Ale szybko można się przyzwyczaić. O tym, że nie jest to tylko drogi PDF przekonujemy się dość szybko - poza tekstem i zdjęciami mamy kilka dodatkowych funkcji: słowniczek (dla mnie nieprzydatny, ale rzetelny), przelicznik ilości składników w zależności od liczby przygotowywanych porcji (bardzo wygodny) i interaktywną wyszukiwarkę przepisów. Wyszukiwarka pozwala odnaleźć interesujące nas przepisy nie tylko na podstawie składników, ale też sprzętu lub techniki, którą chcielibyśmy zastosować. Jest na prawdę sprawna i wygodna - dużo wygodniejszy niż książkowe indeksy.

Dodatkową atrakcją jest możliwość robienia notatek, zaznaczanie ulubionych przepisów i funkcje społecznościowe. Do tego istnieje możliwość tworzenia listy zakupów na podstawie potrzebnych składników i liczby przygotowywanych porcji. Ta funkcja jest po prostu genialna. Załóżmy, że zapraszamy 10 osób na letniego grilla i chcemy pochwalić się naszymi fachowymi, umolekularnionymi hambuergerami. Klikamy "10 porcji" + lista zakupów i na ekranie naszego telefonu pojawia się lista wszystkiego, co jest nam potrzebne, co do grama. Gdyby wszystkie książki kulinarne na świecie to potrafiły...
Niestety jest też coś czego wprost nie znoszę - bezpośrednie linki do Amazona, które po kliknięciu nazwy jakiegoś sprzętu czy specjalnego składnika przekierowują nas do sklepu. Nie mogę pojąć dlaczego autorzy straszą mnie utajonymi reklamami pomimo, że zapłaciłam za tę aplikacje prawie 80 USD. Jeśli musi już być reklama, to niech chociaż cena aplikacji będzie niższa!
Autorzy chwalą się, że aplikacja zawiera cały materiał z książki wzbogacony o kilkaset nowych zdjęć i sporo wariantów przepisów, które w książce nie pojawiają się w pełnej wersji. Do tego 37 materiałów video, których siłą rzeczy książka nie zawierała. Brzmi dobrze, ale w rzeczywistości filmy są nieme i nie zawsze ciekawe. Czasem film przedstawia wykonanie jakiejś nieoczywistej czynności lub użycie rzadko stosowanej w kuchni techniki, np. ostrzykiwanie kurczaka. Ale nie sądzę, by na przykład 30-sekundowy film przedstawiający szybkowar, stojący sobie w bezruchu, pokazany z każdej strony, zainteresował kogokolwiek. Po obejrzeniu ekstrawaganckich zdjęć, które stały się wizytówką serii Modernist Cuisine, po filmach dołączonych do aplikacji spodziewałam się jednak czegoś więcej.Pomimo kiepskich filmów aplikacja i tak jest fantastyczna wizualnie. Zdjęcia są świetne, pomysłowe, dobrej jakości i aż miło się je ogląda. Czasem oglądam je tylko dla czystej przyjemności obcowania z dobrym obrazem ;) i... zaostrzenia apetytu :D

Przepisy zawarte w aplikacji są nieoczywiste, choć w znacznej większości dotyczą dość codziennego jedzenia. Mamy więc kilka sposobów na pizzę, mac&cheese, śniadaniowe jajka, hamburgery, zupy-kremy, ziemniaczane puree, risotto/paella czy steki, ale także bardziej (przynajmniej dla nas) egzotyczne owoce morza od homara poprzez małże do bardziej popularnych krewetek. Każdy przepis główny pojawia się w dwóch wersjach - "książkowej" czyli klasycznej (składniki i opis) i "krok po kroku", w której każdy etap przygotowania potrawy zilustrowany jest zdjęciem lub filmem. Dzięki temu możemy łatwo i przyjemnie nauczyć się zarówno tego jak profesjonalnie zagniatać ciasto jak i metody radzenia sobie z żywym homarem. Do tego każdy przepis główny ma kilka wariantów, np. zupa marchewkowa może stać się cebulową lub kremem z bananów :)

Choć wybrano popularne, a nawet wręcz oklepane potrawy, to metody ich przygotowania już tak proste nie są. Dużo tu o gotowaniu sous vide, używaniu szybkowara do gotowania w warunkach podwyższonego ciśnienia, dziwnych składnikach (dodatkowy gluten, cytrynian sodu, to tylko niektóre z nich), syfonach i innych niezwykłościach. Jeśli omlet - to w paski, risotto - ugotowane w słoiku (za to bez potrzeby wiszenia nad garnkiem i mieszania ryżu przez godzinę), gazpacho - z owoców, a łosoś - ugotowany w zlewozmywaku. Bardzo przyjemne szaleństwo.

Ale mimo tych ekstrawagancji nie trzeba od razu wydawać fortuny na kosztowny sprzęt. Autorzy podpowiadają jak w łatwy i tani sposób zastąpić wiele urządzeń, które (a) mogą wydawać się niezbędne w zaawansowanym kuchennym laboratorium, ale (b) są bardzo drogie, (c) zajmują mnóstwo miejsca i (d) w domowych warunkach używalibyśmy ich tylko od wielkiego dzwonu, a przez resztę czasu służyłyby do wyboru albo za snobistyczną ozdobę kuchni albo zawalidrogę i zbieracz kurzu. Nie macie (tak jak ja) pakowarki próżniowej i łaźni wodnej, a chcecie gotować
sous vide? Proszę bardzo - aplikacja krok po kroku pokaże wam np. jak zrobić łososia
sous vide przy użyciu foliowego worka, wspomnianego już zlewozmywaka i termometru. Pomysłowy Dobromir powraca w nowej odsłonie :D

Mam wrażenie, że celem autorów było dążenie do perfekcji w codziennym gotowaniu. Z pozoru proste potrawy zostały podkręcone i odmienione, czasem poprawione, czasem zamienione w coś innego. Co ważne, ich przygotowanie nie łączy się ze ślęczeniem godzinami w kuchni. Pomysłowe metody i triki proponowane w tej aplikacji pozwalają zaoszczędzić mnóstwo czasu, a uzyskany efekt często jest nawet lepszy niż wcześniej. Zgodnie z tytułem, ta aplikacja jest na prawdę przeznaczona dla osób gotujących zwyczajnie, w domu. Na przykład niezwykle prosta zupa krem z karmelizowanej marchewki. Jej przygotowanie po raz pierwszy zajęło mi jakieś 5 minut (plus 25 minut gotowania bez mojej uwagi i opieki), a efekt totalnie mnie zaskoczył. Żeby sprawdzić, czy tylko ja przeżyłam objawienie, produkt finalny przetestowałam na koleżankach w pracy - nie mogły uwierzyć, że to tylko marchew i masło. Co więcej, nie wierzyły nawet w to, że to krem z marchewki.

Fajną sprawą jest to, że autorzy zaczarowują niektóre standardowe (a czasem cieszące się złą sławą) sprzęty kuchenne i pokazują jak używać ich w niecodzienny sposób. Przykład? Czego zdaniem autorów najlepiej użyć do szybkiego przygotowania chipsów z natki pietruszki, suszenia wołowiny w pół godziny (westernowe
beef jerky) czy pieczenia ciasta, ryby lub zapiekanki z bakłażana? Kuchenki mikrofalowej ;) Bez kompromisów w kwestii smaku, za to przy dużej oszczędności czasu.
Muszę jednak przyznać, że czasem autorzy zachowują się jakby odkryli przysłowiową Amerykę, a na prawdę w rzeczywistości nie ma o czym mówić. Chodzi mi np. o podrozdział "Jak smażyć w głębokim tłuszczu bez frytownicy" :D Chyba żyjemy w nieco innej strefie kulturowej...

Podsumowując, tę książkę-aplikację świetnie się czyta, jeszcze lepiej ogląda, ale przede wszystkim doskonale się z niej korzysta w kuchni. Wprawdzie nikt przy zdrowych zmysłach nie zabierze tabletu między garnki i sztućce, ale przy odrobinie dobrych chęci (lub przy użyciu dobrej pamięci), przygotowanie sześciogwiazdkowych wersji kulinarnej klasyki będzie w zasięgu ręki (kieszeni i zegarka też!) każdego domowego kucharza. Na pewno znajdą się malkontenci, którym ten rodzaj gotowania się nie spodoba, bo wydaje się zbyt wymyślny albo uznają, że dodawanie glutenu do ciasta na pizzę to wykroczenie godne co najmniej aresztu. To nie jest aplikacja dla nich. Ale jeśli jesteście otwarci na nowe wyzwania i macie ochotę na trochę eksperymentów w kuchni - nie wahajcie się długo.

P.S. Złapałam się na tym, że korzystam z tej aplikacji jak z podręcznika od wszystkiego nawet wtedy, gdy nie gotuję opisywanych tam potraw. Kiedy ostatnio na ratunek zimowym smutkom robiłam gramatkę (grzane piwo zaciągane żółtkiem), jak zwykle bałam się, że zważy mi się i wszystko pójdzie do zlewu. Chwila namysłu i rzut oka do rozdziału o jajkach - i już wiedziałam do jakiej temperatury doprowadzić piwo, by dolany do niego kogel-mogel zamienił go w kremową pyszność, a nie piwną jajecznicę :D
Miłego eksperymentowania!