Bundz robiłam dość często, nawet nie wiedząc, że go bundzem nazywają:-). Ale z bryndzą to moje pierwsze zetknięcie.
Bundz to taki świeży serek podpuszczkowy, który, jak widać na zdjęciach poniżej, pięknie się kroi po dłuższym odcieknięciu, smakuje najpierw słodko i delikatnie, a z czasem nabiera kwaskowatości i wyrazu.
Mój domowy bundz nizinny
na podstawie książki "Wytwarzamy ekologiczny ser w domu" Z. Przybylaka, K. Przybylaka i M. Przybylak-Zdanowicz
plus moje trzy grosze:-)
10 l świeżego mleka
1 łyżeczka podpuszczki naturalnej w płynie
Mleko podgrzać do temperatury 32-34 st. C. Dodać podpuszczkę rozpuszczoną w ok. 50 ml chłodnej wody, wymieszać. Zostawić na 45 minut w stałej temperaturze.
Po godzinie pokroić skrzep w duże kostki, ustawiając nóż najpierw pionowo, a potem skośnie. Nawet można nie kroić, ale wówczas ciężko się przelewa z garnka. Jeśli kroimy, dobrze jest zostawić pokrojony skrzep na 10-20 minut - lepiej oddziela się serwatka.
Przelać skrzep do dużego durszlaka wyłożonego gazą, muślinem lub tetrą. Związać końcówki materiału, zawiniątko powiesić nad zlewem lub garnkiem / miską i zostawić do odciekania na ok. 12 godzin (im dłużej ser odcieka, tym potem będzie bardziej suchy).
Taki świeży bundz jest słodki i można jak najbardziej już go jeść. Można też poczekać kilka dni, kiedy stanie się nieco kwaśniejszy...
Po kilku dniach można wziąć się za produkcję bryndzy:
Moja domowa bryndza nizinna
na podstawie książki "Wytwarzamy ekologiczny ser w domu" Z. Przybylaka, K. Przybylaka i M. Przybylak-Zdanowicz
plus moje trzy grosze:-)
Odcieknięty bundz (zob. przepis powyżej) położyć na talerzu i zostawić w temperaturze pokojowej na kilka dni, codziennie odwracając. Na talerzu będzie zbierać się serwatka, którą należy zlewać. Na serze powinna wytworzyć się delikatna żółtawa skórka i wówczas można przystąpić do kolejnego etapu:
Ser rozdrobnić i w zależności od chęci / możliwości albo zagnieść jak ciasto, albo zmielić w maszynce do mielenia. Ja porządnie rozgniotłam ręczną praską do rozgniatania ziemniaków.
Posolić - 1-2 łyżki soli na 10 litrów mleka. Wymieszać z solą i włożyć do słoików, bardzo mocno uciskając ser. Dla lepszego zakonserwowania dobrze jest zalać bryndzę tłuszczem, oryginalnie jest to ponoć krowi łój:-). Ja zalałam niezbyt po góralsku oliwą z oliwek.Po miesiącu pierwszy słoiczek został spróbowany. Ser jest ostry, bardzo wyrazisty i baaardzo smaczny. I nieskomplikowany, więc polecam go szczególnie początkującym serowarom:-).  |
| Bryndza w słoiczku zalana oliwą z oliwek |
 |
| Rozsmarowana bryndza na kanapce |
A na koniec kilka słów o wiośnie. W moim ogródku wszystko budzi się do życia. Krokusy za chwilę będą kwitnąć i pokryją szarą ziemię kolorowym dywanem. Na wszystkich krzewach i drzewach pojawiły się pełne życia pąki. Wszystkie wiosenne kwiaty wystawiają już główki nad ziemię i garną się do słońca. Najpiękniejsze w tej chwili są przebiśniegi. Zakwitły mimo nocnych przymrozków i nie przejmują się zmienną aurą. Niosą wraz z sobą wiosnę i tak naprawdę są o wiele piękniejsze niż na moich amatorskich zdjęciach...