Zimą chętniej jem zupy. W weekend obowiązkowo rozgrzewający rosół, a w tygodniu coś szybkiego, smacznego i łagodzącego pierwszy głód po przyjściu z pracy. Tę zupę robi się błyskawicznie, a do tego pysznie smakuje. Nie wiem jak Wy,ale ja uwielbiam kalafiora. A pod postacią zupy szczególnie. Nawet mój brat, wielki przeciwnik kalafiora zjadł ją z apetytem. Pewnie dlatego,że do końca nie wiedział co kryje się w środku? Polecam ją każdemu kto chce szybko się rozgrzać i poprawić samopoczucie.
I znów mamy piątek. Mijający tydzień bardzo mnie wymęczył. Już w okolicy wtorkowego południa odczułam potrzebę kolejnego weekendu. W pracy szerzą się choroby, skład mamy okrojony, pracy niby mało,a jednak bardzo dużo. Moja koncentracja i siły witalne nie są w najlepszej formie. Marzę o wyjeździe. Najbardziej marzy mi się spa. Całe dni lenistwa i rozpieszczania samej siebie. Chwilowo to niemożliwe. Ale postaram się by te dwa dni przyniosły mi upragniony relaks i spokój.
A na szybki piątkowy obiad polecam tę zupę. Szykując ją na pewno się nie zmęczycie i spokojnie zaplanujecie weekend.
Przepis dodaję do akcji
Błyskawiczne piątkiSkładniki:
1 duży kalafior ( można użyć mrożony)
2-3 spore ziemniaki
1 duża cebula
3 ząbki czosnku
1,2 litra domowego rosołu
1 opakowanie serka topionego -śmietankowego
Sól
Pieprz
Gałka muszkatołowa
Czosnek w płatkach
Olej rzepakowy
Natka pietruszki
Kalafior myję, dzielę na różyczki. Wkładam do podgrzanego bulionu i gotuję około 15 minut.
Obieram ziemniaki, czosnek i cebulę, następnie kroję je w kostkę. Rozgrzewam olej, wrzucam na patelnię czosnek i cebulkę, a następnie ziemniaki, podsmażam przez 5 minut, dodaję do zupy i gotuję 20 minut,doprawiam solą, pieprzem i gałką. Na koniec dodaję serek topiony.
Zupę miksuję przy pomocy blendera na krem. Podaję z natką pietruszki i płatkami suszonego czosnku.