Wegańskie bananowo-piernikowe placki podane z gorzką czekoladą, orzechami włoskimi i pomarańczą
Mikołajki trzeba uczcić odpowiednim śniadaniem. 6 grudnia to czas kiedy zwykle pogłębia się szał na świąteczny okres. U mnie własnie dzisiaj się dopiero zaczął albo już. Niektórzy już od dobrego miesiąca są w świątecznym nastroju, ale mnie szybko się takie rzeczy nudzą, więc nie chciałam wybiegać z tym wcześniej. Dlatego dzisiaj jem dopiero pierwszego cytrusa w tym roku, pierwszy raz używam przyprawy do piernika i wyciągam mój świąteczny kubek.
Nie miałam wcześniej zbyt dobrych wspomnień z wegańskimi plackami ostatnio. Dyniowe rozlały mi się po całej patelni i nie chciały zejść. Dzisiaj dodaję banana i trochę siemienia lnianego i... zachwycam się. Zdecydowanie powtórzę nie raz!
Ochota na placki, których u mnie brak ostatnio, została w pełni zaspokojona.
Czekolada pięknie wykończyła całość, bo jak chyba większości wiadomo, świetnie pasuje zarówno do banana, jak i do pomarańczy.
Brak słodkości w ciągu dnia w związku z adwentem uzupełniam w śniadaniu. Przynajmniej troszeczkę. Jest to dla mnie kolejna próba silnej woli, która ostatnio trochę u mnie podupadła.
Kolejnym testem mojej silnej woli była mikołajkowa paczka. Przyszła 1,5 tygodnia temu i kusiła mnie niemiłosiernie. Schowałam ją jednak za łóżko i starałam się zapomnieć.
Dzisiaj wstałam z wielkim uśmiechem na twarzy, bo wiedziałam co mnie czeka. No dobra, może tata mi o tym troszkę przypomniał, bo obudził mnie, wchodząc do mojego pokoju z małym drobiazgiem z okazji mikołajek. Moim kolejnym kochanym Mikołajem po raz kolejny okazała się -
Ania!
Ciekawe czy w przyszłym roku również nasze przeznaczenie zadziała i mnie wylosuje albo ja ją, bym mogła się odwdzięczyć?
W mojej paczusce znalazły się: urocze świąteczne antypoślizgowe skarpetyki, krem Speculoos wykonany przez Anię, kawa i herbata w świątecznych smakach, zaparzacz, chałwa i świąteczne czekoladki.
Jeszcze raz ogromnie dziękuję mojemu przyjacielowi - Mikołajowi!
Bo tak, to nie były już blogowe mikołajki, to były przyjacielskie Mikołajki i jestem tego pewna jak mało czego. Niewielkie grono blogerów przerodziło się w grupę przyjaciół.