Dzisiejszym wpisem rozpoczynam nowy cykl recenzji "recenzje na dwa głosy", w którym wraz z Błażejem* będziemy umieszczać recenzje książek, filmów i opowiadań, które z jakiegoś powodu wywarły na nas wrażenie (a przynajmniej na jedno z nas).Na dobry początek wybraliśmy krótkie, stosunkowo stare opowiadanie Georga R.R. Martina, wydane w polskim przedruku czasopisma "Fantasy&ScienceFiction"z 2000 r. Bo nie będę ukrywać, że fantastyki i SF będzie w tych recenzjach najwięcej. A w tunelach panował mrok (Dark, Dark Were the Tunnels)Georg R.R. Martin,
1973Georg R.R. Martin jest ostatnio znany przede wszystkim z głośnej sagi "Pieśń lodu i ognia". Liczba oglądaczy stworzonego na podstawie jego książki serialu rośnie ponoć z dnia na dzień. Mało kto jednak wie, że Martin publikuje swoje opowiadania już od wczesnego dzieciństwa (pierwsze opowiadani napisał w szkole podstawowej) i ma na swoim koncie równiez szerg utworow literackich zaliczanych do klasyki SF i horroru. Był zresztą pierwszym autorem, który w jednym roku otrzymał dwie nagrody Hugo za utwory literackie w gatunku SF ("Piaseczniki" oraz "Droga krzyża i smoka"). Opowdanie "A w tunlach panował mrok" zostało napisane przez Martina w roku 1973, czyli w okresie jego szczytowej formy jako twórcy SF (w latach 80. "przesiadł" się na horror, a w 90. został scenarzystą i twórcą książek fantasy - oczywiście ten skrót to tylko lekkie uproszczenie). Ja sięgnęłam do niego przy okazji mojego powrotu do starego rpg i klasycznej fantastyki. Zarys fabuły:Setki lat po Wielkiej Wojnie na Ziemi.
W dawnych tunelach metra spotykają się przedstawiciele dwóch światów - tych których przodkowie na wiele lat przed Zagładą wyemigrowali na Księżyc, z tymi których Apokalipsa wygnała głęboko pod powierzchnię ziemi.
Elin:W zasadzie nie jestem fanką opowiadań s-f. W zasadzie to nawet ich nie czytam. Jednak to opowiadanie zrobiło na mnie wrażenie. Jest mroczne. Jest trudne. I w końcu jest mało sztampowe.
Jasne – mamy już całe mnóstwo opowiadań o cywilizacji na księżycu. Jeszcze więcej o wojnie na ziemi i ukrywania się w tunelach metra. Ale …. po pierwsze trudno zarzucać wtórność opowiadaniu napisanemu w 1973 r. Po drugie te dwa fakty - o księżycu i o metrze - z powodzeniem można by zastąpić czymś innym. Czymkolwiek. Bo i nie to jest w tej historii ważne.
Opowiadanie Martina pokazuje tylko bardzo mały kawałek świata. Jest jeden człowiek z ziemi. Dwoje ludzi z księżyca. On jest zwiadowcą. Oni to członkowie ekspedycji – naukowiec i ochroniarz (żołnierz ?).Oni są do nas podobni, a on pozostając na Ziemi ewoluował. Przystosował do życia. Życia bez światła. Bez głośnych dzięków. Bez wysokich sufitów. W tunelach, w których trzeba pełzać. Wiemy jednak, że oni – Ziemianie - stworzyli kulturę i społeczeństwo. Na miarę istniejących możliwości.Oni szukają kogoś podobnego do siebie. Niestety znajdują tylko jego.
Opowiadanie kończy się tragicznie, ale to już inna para kaloszy.
Co było w nim takie dobre?
Chyba przede wszystkim to, że po tym małym fragmencie świata miałam (i wciąż mam) ochotę na więcej (ta umiejętność to akurat moim zdaniem największy talent tego autora). Opowiadanie stanowi krótką spójną całość. Pokazuje jedną jedyną scenę - od włączenia światła do zgaszenia. Wiemy jednak, że tam gdzieś jest świat. A nawet dwa różne światy. Nowe jednak niekoniecznie wspaniałe. Jak żyje ludzkość ? Jak wygląda ich kultura ? Jak codzienne życie? Co straciliśmy i zyskaliśmy w nowym świecie.
Tego chciałabym się dowiedzieć.
Błażej:
Ja dla odmiany bardzo opowiadania SF lubię. Antologia starych opowiadań SF z 1988 jest jedną z ciekawszych książek , jakie dostałem kiedykolwiek w prezencie i bardzo ją cenię. Z opowiadaniem Martina miałem jednak mały problem - ja ten wątek gdzieś już widziałem. Nie neguję, że sam pomysł na owe czasy mógł być całkiem nowatorski. Niestety, od tego czasu wątek spotkania ‘zprymityzowanych’ z ‘technologicznymi’ w realiach postapokaliptycznego świata był bardziej niż wyjątkowo eksploatowany. Na tym pomyśle opierają się w końcu wszystkie Fallouty i pół Neuroshimy. Do tego cały czas nie mogłem się oprzeć dyskretnemu, acz znaczącemu podobieństwu do 'Bestii w Jaskini'' Lovecrafta. Któremu akurat trudno odmówić pierwszeństwa jeżeli chodzi o czas wydani
Co nie zmienia faktu, że opowiadanie czyta się bardzo przyjemnie. Jedyny chyba problem polega właśnie na tym, że nie wydało mi się aż tak nowatorskie i przełomowe, jak myślałam, że będzie.
A wy - co sądzicie o starych opowiadaniach s-f ? A może czytacie Georga Martina ? Znacie go z innych jeszcze dzieł ? Bo mam wrażenie że będzie go tu w najbliższym czasie trochę więcej ?*Błażej - programista, twórca poziomkowego szablonu, szermierz, rpg'owiec. Słowem - samiec idealnie dobrany. Koniec reklam.