Dobrze jest, kiedy zamawiacie pizzę zamiast kolacji i oglądacie po raz siedemnasty siódmy sezon „Przyjaciół”. I kiedy czekasz na jego powrót z pracy, żeby razem obejrzeć najnowszy odcinek ulubionego serialu. Kiedy obiecujecie sobie, że postaracie się o więcej aktywności w weekend, a potem sobotę spędzacie na kanapie, oglądając filmy i grając na komputerze.
Dobrze jest, kiedy czytasz książkę, on zabija potwory w grze i wstaje od biurka tylko po to, żeby podejść i pocałować Cię w czoło. Kiedy mówi Ci, że dasz radę, bo kto jak nie Ty i w Ciebie wierzy. I kiedy Ty krzyczysz za nim, że jesteś z niego dumna.
Dobrze jest, kiedy mówi, że zrobił zakupy, bo Ty nie miałaś czasu. I kiedy w nocy biegnie do sklepu, bo nie wytrzymasz kolejnych 10 minut bez nachosów.
Dobrze jest, kiedy prasujesz mu koszule, bo wiesz, że rano bliżej mu do zaspanej pandy niż perfekcyjnej pani domu z żelazkiem w ręce.
Dobrze jest, kiedy nocą wracacie do domu po imprezie i oboje wiecie, nawet bez pytania, że po drodze zamówicie hot dogi na stacji benzynowej. I kiedy idziecie sami do klubu, bo o 12 w nocy postanowiliście potańczyć jak za studenckich czasów.
Dobrze jest, kiedy wiecie, że zawsze staniecie w swojej obronie. Że jesteście zespołem i razem jesteście nie do pokonania.
Dobrze jest, kiedy stoicie w łazience i razem myjecie zęby, nucąc ulubione piosenki. I kiedy ubierzecie się w pasujące do siebie ubrania i spotkacie w przedpokoju.
Dobrze jest, kiedy on wie, że czasem nie lubisz ludzi i chcesz siedzieć sama. A Ty wiesz, że czasem dialogi w grze są najważniejsze i nie przeszkadzasz. Kiedy szanujecie swoje pasje i nie zazdrościcie poświęcanej im uwagi.
Dobrze jest, kiedy obiecujecie sobie, że na obiad pójdziecie wypróbować nowe miejsce, a lądujecie w starym, ukochanym barze na ruskich i schabowym. I kiedy on zje to, co ugotujesz, obetrze łzy, ugasi ogień w przełyku, powie, że smakowało, ale na przyszłość trzymaj się z daleka od papryczek chili.
Dobrze jest, kiedy on pamięta, że musisz zrobić zdjęcie jedzenia. Że czasem prowadzenie bloga oznacza jedzenie zimnego obiadu. I że musi trzymać ręce w określony sposób, żeby pasowały do fotografowanego talerza.

I te wszystkie dobrze układają się w cholernie dużą dawkę codziennego szczęścia.
Ale najlepiej jest, kiedy wracasz do domu po wyjeździe i pierwsze co robisz, to kładziesz się obok niego. On obejmuje Cię jedną ręką i leżycie, opowiadając sobie, co robiliście podczas rozłąki. Woda w czajniku, którą nastawiliście na herbatę, jest już lodowato zimna, a świat poza tymi dwoma metrami kwadratowymi łóżka może nie istnieć. I masz poczucie, że właśnie teraz Twój wyjazd jest w pełni idealny – kiedy podzielisz się wszystkimi szczegółami z najlepszym przyjacielem. Że tu, teraz, na tym łóżku, wspomnienia stają się lepsze, bo mogliście o nich opowiedzieć. Że cudownie jest wyjeżdżać, a jeszcze lepiej – wracać.
Bo powroty w miłości są najlepsze.
Artykuł W miłości najlepsze są powroty pochodzi z serwisu Blog lifestylowy - olgaplaza.pl.