Nasiona chia (szałwii hiszpańskiej) to jakiś wielki hit ostatnich lat. Zdrowe, pyszne i w ogóle, to gwarantują wielokrotne orgazmy, zmniejszenie debetu na koncie i zmniejszenie ilości kocich kłaków w garderobie (jeśli ma się kota i garderobę). Nie wiem, ile w tym wszystkim prawdy, ale kupiłam to cudo i spróbowałam zrobić z niego coś jadalnego. Wyszło zaskakująco dobrze. Eksperyment powtórzyłam, znowu wyszło, więc chyba mogę polecić.
Składniki
3 łyżeczki nasion chia
1 łyżka mleczka kokosowego (w sumie to śmietanki kokosowej)
150 ml mleka
1/2 gruszki
1 łyżka cukru trzcinowego
1 łyżeczka melasy
1 łyżeczka soku z cytryny
1 cm imbiru
kardamon, cynamon
Przygotowanie
Nasiona chia zalać mlekiem wymieszanym ze śmietanką kokosową i energicznie zamieszać widelcem. Odstawić na kwadrans, znowu zamieszać dokładnie (naprawdę dokładnie) i odstawić na noc do lodówki. Rano w naczyniu powinien znaleźć się gęsty, glutowaty pudding. Jeśli jest nie dość gęsty, bardzo mocno wymieszać i odstawić na jeszcze godzinę. Jeśli jest za gęsty, dodać trochę mleka, dokładnie zamieszać i też odstawić. Ja lubię, kiedy moje nasionka tworzą gęsty pudding (i takie proporcje podałam).
Gruszkę pokroić w drobną kostkę i wrzucić na małą patelnią (lub do małego garnuszka). Dodać posiekany imbir, zalać sokiem z cytryny, wsypać szczyptę cynamonu i szczyptę kardamonu. Gotować przez 20 minut pod bardzo szczelnym przykryciem (jeśli po 10 minutach brak w naczyniu płynu, dolać dwie łyżki wody). Po 20 minutach odkryć gruszkę i gotować, aż odparuje (jeśli już odparowała, to nie próbujcie jej spalić!). Nasypać do niej łyżkę cukru trzcinowego i dodać łyżkę melasy. Skarmelizować i polać sosem pudding z chia. Smacznego!