Dzisiaj wspólny wolny dzień:-) Oprócz planowanych podwórkowych porządków chcieliśmy z M. poprzycinać drzewa i krzewy owocowe: przeszkodził nam śnieg i grad:-) Za to M. uwędził karpia ! Była to druga odsłona. Pierwszego wędziliśmy w Trzech Króli, w pośpiechu nie zrobiliśmy zdjęć:-( Dziś są ! Imieninową rybkę mojego M. zjedliśmy z towarzystwie Rodziców. Tata, który z ryb jada tylko płaty bez ości, a karpia w ogóle, zajadał ze smakiem / tylko mu się uszy trzęsły /, a mama stwierdziła, ze to najlepsza ryba jaką jadła. Lepszej opini nie potrzeba:-)
Przepis:
- karp min. 3 kg lub większy / z dobrego źródła /
- marynata: na litr wody 2 łyżki soli, ziele, liście laurowe
- wędzarka opalana drzewem liściastym
Karpia myjemy, patroszymy, dzielimy na dzwonka / nie jest to łatwe przy tak dużej rybie / , płuczemy dokładanie i wkładamy do marynaty na min.12 godzin. Dzwonka osuszamy , obwiązujemy podwójnym sznurkiem masarskim i wędzimy w nagrzanej wcześniej wędzarce min. 3 godziny. Można również wędzić rybę na grilu drzewnym, choć pewnie nie będzie to to samo:-)
Wędzony karp jest niesamowity. Mogłabym jeść go co tydzień:-) Jednak cena jest trochę zaporowa: taka rybka na jeden obiad to 45 zł. Trochę sporo.
Dzisiaj jeszcze oprócz zdjęć super ryby, zapraszam do obejrzenia paru fotek z karnawałowej zabawy pt. Lata 70. Bawiliśmy się na niej z przyjaciółmi i znajomymi do białego rana. Muszę tu zaznaczyć / dla potomności i młodszego pokolenia/, że dla mnie przyjaciele to Wielka Wartość Niematerialna. Pociecha w trudnych chwilach, radość ze wspólnych spotkań, wyjazdów, zabaw, dobre myśli i pozytywna energia.
Nawet zgrzyty i gorsze chwile są po to, aby nic przyjaźni wzmocnić, połatać i skleić.
Jestem szczęściarą mogąc powiedzieć, że mam PRZYJACIÓŁ.
To my:-)
Pozdrawiam serdecznie!