2. Dodajemy poszatkowaną kapustę i mieszamy - ciasto musi być gęste, ale nie można dodać zbyt wiele kapusty, gdyż będzie się rozpadało podczas smażenia. Zdjęcie poglądowe, jaka powinna być konsystencja, poniżej.3. Rozgrzewamy patelnię posmarowaną olejem. Powinna być dobrze rozgrzana, ale nie na zbyt wielkim ogniu - średni wystarczy.
4. Wylewamy chochlę ciasta na patelnię i rozprowadzamy jak naleśnik. Okonomiyaki powinno mieć ok. 1-2cm grubości. Na wierzch układamy dodatki i smażymy 3 minuty z jednej strony.
5. Po tym czasie przewracamy na drugą stronę i smażymy 4 minuty pod przykryciem. Obracamy kolejny raz i smażymy ostatnie 3 minuty, już bez przykrycia.
6. Przekładamy na talerz. Polewamy hojnie sosem do okonomiyaki (przepis na domowy: 2 łyżki kethupu, 2 łyżki sosu sojowego, 2 łyżki octu, 3 łyżki cukru, 1 łyżka mirin lub słodkiego wina i sól do smaku) robiąc ślimaczka i rozprowadzamy łyżką. Następnie wyciskamy majonez tak, aby zrobić linie i przecinamy je wykałaczką, jakbyśmy rysowali kratkę. Na koniec posypujemy szczypiorkiem, katsuobushi i aonori. Jemy gorące, najlepiej z zieloną herbatą :)
krok po kroku Natsumi instruuje nas, jak udekorować okonomiyaki
smażenie - łatwizna!
a oto moje pierwsze, własnoręcznie wykonane okonomiyaki! i nawet zapach jeziora zniknął...
głodne kobiety po zmaganiach w kuchni ;)
Warsztaty bardzo mi się podobały, bo rzeczywiście się czegoś na nich nauczyłam, mogąc sama zrobić potrawę. Było sympatycznie i bardzo japońsko - aż zaczęłam żałować, że moja znajomość japońskiego jest raczej bierna i o ile mniej więcej rozumiem o czym mowa, to jednak niewiele powiem sama. Chyba zaczynam dojrzewać do poważnej nauki tego języka...
Miłym akcentem na koniec był deser - dobry, bo mało słodki. Lekka, mleczna galaretka na bazie agaru, z owocami i posypana matchą. A ja nigdy nie wpadłam na to, żeby nią tak po prostu coś posypać - takie to proste i genialne...