Zima kazała na siebie długo czekać, w moim wielkopolskim mieście dopiero dwa dni temu spadł pierwszy, trwały śnieg. Przyjemnie jest mieć wolne dni (które z wolnych tygodni formują się już nawet w wolne miesiące), spać do dziesiątej, obserwować tańczące płatki śniegu za oknem, godzinami słuchać muzyki i nieśmiało wizualizować londyńską przyszłość. Uwielbiam takie lekkie tu i teraz.
Daniem tygodnia jest u mnie sałatka waldorf, której pierwotna receptura wywodzi się z XIX wiecznego Nowego Jorku. Tą wersję znalazłam na bloga
Co na wege obiad?, a że akurat miałam seler naciowy, co nie zdarza się często, od razu uczyniłam. Niektóre przepisy polecały dodatek rukoli więc drugiego dnia zrobiłam wersję z, ale nie jestem przekonana czy słusznie.
Sałatka Waldorf:* 1 duża łodyga selera naciowego,
* połowa małego soczystego jabłka,
* kilka orzechów włoskich,
* łyżka majonezu (albo sojonezu),
* sól, pieprz, odrobinę soku z cytryny,
* opcjonalnie: rukola
Na jedną porcję: kroimy seler i jabłko w cienkie plasterki, orzechy lekko prażymy na suchej patelni, mieszamy z majonezem i doprawiamy.
A na kolację fasola (byle nie za późno!). Przepis pochodzi z opakowania. Sugerowano podawać z chlebem razowym, u mnie z ogórkiem kiszonym i krakersami.
Fasola masłowa z cebulą i śliwkami:* szklanka suchej fasoli masłowej,
* duża cebula,
* garstka suszonych śliwek,
* garstka zielonej pietruszki,
* sos sojowy, pieprz,
* olej do smażenia,
Fasolę namoczyć na noc, odcedzić, zalać wrzątkiem (tak aby dobrze przykryło), przyprawić i gotować. W międzyczasie posiekać cebulę i usmażyć na złoto, posiekać śliwki i pietruszkę i wrzucić wszystko do garnka z fasolą. Dogotować do miękkości.
Niuki chyba jeszcze nie wie co się szykuje ale dzielnie zniosła wszczepienie czipu i szczepionkę. Mam też namiar na uspokajający spray z feromonami policzkowymi, który pomaga niwelować u kota stres w czasie podróży. To o wiele lepszy pomysł niż wmuszanie czegokolwiek do przełknięcia.