Przepis na sałatkę szefa zamieściłam dawno temu na
Puszce (w czasach kiedy nie istniały jeszcze nawet polskie blogi wegetariańskie!?!) ale nie mam nic nowego dla was (bo najczęściej przyrządzam pomieszanie z poplątaniem) a sałatka pojawiła się wczoraj na stole więc kopiuję i wklejam. Na zdjęciu 3-os porcja ale sałatkę warto układać i podawać każdemu w osobnych, szklanych salaterkach.
2 jajka
pomidor
ogórek
kilka rzodkiewek (lub kawałek białej)
kukurydza
ser żółty
sałata lodowa lub pekińska
sos czosnkowy:
kwaśna śmietana
łyżka majonezu
odrobina keczupu
sól
pieprz
ew. bazylia
2 ząbki czosnku
Przygotowanie:
Jajka gotujemy na twardo i w tym czasie robimy sos czosnkowy (w ostateczności można go zastąpić gotowym sosem czosnkowym lub innym, który lubimy). Ja zawsze robię taki sosik mieszając śmietanę z łyżką majonezu i odrobiną keczupu, doprawiając solą, pieprzem i np. bazylią plus oczywiście wyciśnięty czosnek.
Pomidora kroję w kostkę, ogórek i rzodkiewki w paseczki (ważne). Na talerzu układam porwaną w mniejsze kawałki sałatę, a na to polewam sos. Następnie układamy to, co mamy, czyli kukurydzę, pomidor, ogórek, rzodkiewkę i kawałki jajka. Całość posypujemy tartym żółtym serem.
Najidealniej byłoby zjadać ją z bułeczkami panini i masłem czosnkowym.
Dawno nie było tu kota więc pewnie zastanawiacie się jak kot radzi sobie na emigracji. Na szczęście (odpukać) nie choruje, a to najważniejsze, ale znacznie rzadziej się czymkolwiek cieszy i mniej bawi, dużo by jadł i dużo spał. Może to wina wielkości placu zabaw, w końcu duże 2 pokojowe mieszkanie z przedpokojem, dużą kuchnią i balkonem zamieniłyśmy na 1 pokój bez przedpokoju i balkonu z małą kuchnią, a może wina tęsknoty. W Londynie kupa mieszkań do wynajęcia ma bezpośredni dostęp do ogrodzonego ogródka, co byłoby dla kota idealnym rozwiązaniem i odmianą, ale niestety nie nasze więc w życie kota zwyczajnie wkradła się nuda. Wyniesienie go chociażby do parku albo za dom też jak do tej pory się nie udało bo na widok wyciągniętej i otworzonej klatki kto bladnie i ucieka za sofę, pamiętając podróżnicze katusze sprzed 4 miesięcy.
Ale okryłam ostatnio angielską "wersję" mojego przetestowanego sklepu zoologicznego, a raczej sklep sam mnie namierzył z racji przerwy w składaniu zamówień. Żwirki i tak przybywają z Polski ale finansowo i jakościowo zakup się kalkuluje.
Dzisiaj w Croydon rozpoczyna się 4-dniowy Ambition Festival czyli artystyczna mieszanka wydarzeń, koncertów, pokazów i rekreacji w dużej mierze ufundowana croydończykom przez dobrze się mający Council. Będzie to pierwsza edycja festivalu więc i ja zamierzam dołączyć na co ciekawsze darmówki chociaż lokalne gusty muzyczne trochę mnie dziwią. Dziś beach party na przydworcowym terenie budowy. Zrobię dla was kupę zdjęć.