Choinka już ubrana a w kuchni pojawiają się pierwsze świąteczne potrawy. Umowa na finiszu więc sfera kulinarna przeplata się z zawodową potęgując melancholijny chaos. Już trzeci rok z rzędu, tuż przed świętami, mam głowę pełną naglących tematów związanych z pracą i trzeci rok nie mam kiedy się nimi cieszyć. Udaje się tylko w łóżku przed zaśnięciem.
Pierniki z zeszłorocznego przepisu, wyszły smaczne i cieniutkie ale popsułam je, niepotrzebnie dekorując nieudaną polewą. Co ja sobie myślałam ?
Sprzedałam kiedyś tacie przepis na Chleb zmieniający życie, bo uznałam go za świetny, chociaż nigdy sama nie robiłam. Tymczasem okazało się, że tata piecze go już regularnie. Rzeczywiście jest fenomenalny, jeden kawałek syci jak dwie bułki.
Co by to były za święta bez gotowania bigosu? :)