Toskańska prostota to kwadratu.
Mangiafagioli, czyli zjadacze fasoli (jak reszta Włoch nazywa mieszkańców Toskanii) mają na to strączkowe warzywko kilka niezawodnych sposobów. Mnie, o czym pisałam już wiele razy, nieodmiennie zachwyca tamtejsza
cocina povera. Kilka prostych, powszednich, tanich składników, które we włoskich rękach zamieniają się w niezapomniane danie. Sekret jest w zasadzie tylko jeden - jakość użytych ingrediencji. Lokalna fasola, niezbyt długo przechowywana, dojrzałe we włoskim słońcu pomidory, pachnąca szałwia i złocisto-zielona oliwa.
Przy tej ostatniej nie upierałabym się co do włoskiego pochodzenia. Tu mała, dość rozczarowująca, dygresja. Podobno ze wszystkich krajów "oliwodajnych" Włosi najczęściej swoją eksportowaną oliwę podrabiają.
Ostatni skandal miał miejsce w listopadzie zeszłego roku. Nie chodzi tylko o to, że oliwa bywa nie do końca
extra vergine. Zdarzało się w przeszłości, że zamiast wytłoczyn z oliwek do butelek trafiał olej np. z tunezyjskich czy tureckich orzechów włoskich. Najbardziej w takich aferach przeraża mnie, że to jest z pewnością jedynie wierzchołek góry lodowej i tylko ułamek procenta takich procederów wychodzi na jaw.
Migawki z Florencji. Jeden z lwów Medyceuszy na Piazza della Signoria i Dawid Michała Anioła w tle. Pinokio, "pochodził" spod Florencji, stąd też całe miasto pełne jest jego drewnianych długonosych podobizn. Toskania szczyci się swoimi wędlinami, warto się w nie zaopatrzyć we florenckim Mercato Centrale. Rowerzystka na jednej z ulic starego centrum Florencji.
Toskańczycy nazywają nasze dzisiejsze danie
fagioli all'uccelletto.
Uccelletto to mały ptaszek. Jedyne wytłumaczenie tej dziwnej nazwy podał ojciec włoskiej kuchni Pellegrino Artusi - ma ona pochodzić stąd, że w potrawie używa się podobnych dodatków jak w
arrosti di uccelletti (pieczonych ptaszkach).
Ja jak zwykle z łatwością dałam się uwieść mojemu ulubionemu połączeniu białej fasolki
cannellini i pomidorów. Do tego kilka ząbków czosnku i parę listków szałwii. Mniam. Super jako dodatek do obiadu (zwłaszcza do mięs), lekkie danie na kolację lub do nałożenia na
bruschettę (czy
crostini), co często robią Toskańczycy.
Inne fasolowe dania, które polecam do wypróbowania znajdziecie
tutaj.