Jutro ostatni dzień mojej zabawy w trenerkę. Czego się nauczyłam? Że każde dziecko jest inne, że w stosunku do jednych trzeba być stanowczym, podczas gdy inni potrzebują przytulenia, że marchewka jest dużo lepsza od kija, a wędka od ryby, że uśmiech potrafi zdziałać cuda i że tenis jest dużo ciekawszy od liczenia kalorii. Że muszę mieć siłę, że wygląd dziecka nie zawsze wzbudza zaufanie i że moja odporność woła o pomstę do nieba (tak, znowu się rozchorowałam ;p). Co za tym idzie, że zdecydowanie wolę lato niż zimę.
Ale chyba najważniejsze jest to, że są chyba ludzie, którym na mnie zależy i na których mi zależy.
Nie zawsze udawało mi się jeść normalne śniadania, ale zrobiłam sobie raz coś takiego:
 |
| Improwizowana proteinowa babeczka z daktylami ;) |
Muszę przyznać, że przynajmniej wygodnie się to je w samochodzie. ;)
Jeszcze muffinki zrobiłam, ale jutro się z Wami podzielę, bo nie będę miała czasu na śniadanie, a chciałabym coś tu napisać. ;)
Miłego! ;*